Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

środa, 24 kwietnia 2013

Ceramika z Bolesławca.



Jest takie miejsce na ziemi, gdzie z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że znalazłam się w raju. Raj ów oddalony jest od mojego miejsca zamieszkania jakieś 50 km. Ciągnie się w nieskończoność wzdłuż jednej z bolesławieckich ulic. Nigdy nie doszłam do jej końca, ponieważ w każdym z przedsionków owego raju spędzam zbyt wiele czasu. Piszę tutaj oczywiście o sklepach i składach z ręcznie wytwarzaną i zdobioną ceramiką, sprzedawaną przez szereg manufaktur z Bolesławca i jego okolic.

W dzisiejszych czasach, kiedy jesteśmy masowo zalewani tandetnymi wytworami taniej azjatyckiej siły roboczej, bardziej cenię sobie pracę lokalnych rzemieślników, którzy osadzeni są w historii i kulturze regionu, a ich wytwory rozpoznawalne są nie tylko w Polsce, ale również poza granicami naszego kraju.

Ceramika z okolic Bolesławca reprezentuje jedyny i niepowtarzalny styl. Niegdyś wyroby prezentowały dosyć ubogi asortyment wzorów (stemple, proste wzory roślinne) i kolorów (niebieski i brązowy). Dziś mamy do czynienia z prawdziwą feerią barw, wymyślnymi wzorami, które ubogaciły ceramikę bolesławiecką, nie niszcząc jej charakteru. Nadal jednak podstawowym ornamentem, wyróżniającym te wyroby spośród innych, jest stempel.

przedwojenny "bolesławiec"


współczesny wzór

klasyczny wzór stempelkowy

Choć wiele osób ceni sobie właśnie tę unikalną technikę stempelkową, ja tracę rozum przy kolorowych ornamentach florystycznych, szczególnie tych z przewagą żywych błękitów.
Pierwszym przedmiotem, jaki biorę do ręki o świcie, a zimą i na długo przed świtem, jest mój ulubiony kubek wypełniony orzeźwiającą poranną kawą.


Ceramika bolesławiecka jest poza granicami Dolnego Śląska bardzo droga. W samym Bolesławcu ceny są korzystne, ponieważ istnieje duża konkurencja. Jeśli ktoś planuje urlop w tych rejonach, a jest zainteresowany tymi wyrobami, powinien zarezerwować sobie jeden dzień na przejrzenie oferty bolesławieckich firmowych sklepów.


Najlepszą okazją do zakupu ceramiki i to nie tylko tej z okolic Bolesławca, jest doroczne, organizowane w połowie sierpnia Święto Ceramiki. Do Bolesławca zjeżdżają się rzemieślnicy z całego kraju. Ceny wówczas drastycznie spadają z powodu ogromnej konkurencji. Zaliczam wówczas oczopląs i najchętniej kupiłabym wszystko.
Niegdyś, spośród tego szaleństwa barw i wzorów, wyłuskałam dwa eleganckie kubeczki, które są po dziś dzień jednymi z moich najbardziej ulubionych. W nich pijam kawę po obiedzie i herbatę w ciągu dnia.
To nie są oczywiście wyroby z Bolesławca, choć zakupione na rynku w Bolesławcu, ale pozwoliłam sobie je zaprezentować, aby pokazać, jak pięknie pasują do  ciasta tiramisu mojego autorstwa :-)



 Prawda, że bardzo smakowicie? ;-)

Nabywając niektóre produkty nie zawsze kieruję się ceną. W niektórych przypadkach zwracam uwagę na inne wartości takie jak kraj i miejsce pochodzenia, marka, jakość i filozofia, która idzie za przedmiotem. Bolesławieccy rzemieślnicy, poprzez swoje unikalne na skalę światową wyroby, doskonale wpisują się w moje pojęcie zakupów z filozofią. To nieliczni rzemieślnicy, którzy nie wyemigrowali z kraju za chlebem, lecz mimo niesprzyjających dla rodzimego rękodzieła czasów, wykorzystali wielowiekową i wielokulturową tradycję tych terenów. Zarówno niegdyś, jak i w dzisiejszych czasach, wyroby te są elementem kulturowym Dolnego Śląska. Ceramika z Bolesławca i okolicznych manufaktur jest wizytówką zarówno naszego regionu, jak i naszego kraju.

Ja jestem nie tylko tego świadoma, ale i dumna z ciągłości tej wielokulturowej tradycji. Z przyjemnością wydam na taki wyrób kilkanaście złotych więcej, niż wydałabym za kubek w sklepie „wszystko za 2,99”.

Jeśli ktoś wybiera się tego lata na doroczne święto ceramiki bolesławieckiej, zachęcam, aby rozważył ofertę zatrzymania się w naszym gospodarstwie agroturystycznym. Będzie nam bardzo miło gościć takich samych pasjonatów, jak my :-)

7 komentarzy:

  1. Piękny ten Bolesławiec, naprawdę! Ja dostałam kilka lat temu na imieniny dwie piękne salaterki z Bolesławca, w tym jedną sześciokątną, do dziś to moja ulubiona, chucham na nią i dmucham. Już widzę siebie w tych sklepach w Bolesławcu! U nas faktycznie jest dość droga, w zeszłym roku na festiwalu folklorystycznym było stoisko z tą ceramiką, ale ceny były dla turystów a nie normalnych ludzi. Ja wolę chyba jednak klasyczne, granatowo białe, mogą być z lekkimi akcentami zieleni niż te wielobarwne, ale doceniam urodę. I naprawdę jest to duże osiągnięcie, że to przetrwało wszystkie zmiany ustrojowe i kontynuuje wieloletnią tradycję. Trochę to też od nas, kupujących zależy, co się utrzyma. Więcej chętnych na tandetę, więcej tandety, niestety. A z drugiej strony nie każdego stać i tak w kółko.
    Nawiasem mówiąc, może zareklamuj bardziej ten blog na głównym? Nie wszyscy patrzą po bokach, może byłoby więcej czytelników, czego serdecznie życzę.
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do bloga, to z reklamą zawsze zdążę, a na razie chciałabym zrobić eksperyment, na ile blogi same łapią czytelników i czy będą to nowi ludzie, czy moi stali. Taka dla mnie ciekawostka poznawcza :-) Na razie większość wpisów pochodzi z archiwum KZ, zatem ludzie już mieli w większości okazję się z nimi zapoznać.

      Co do tandety. Otóż to. Z jednej strony bieda, ale z drugiej strony słaba świadomość zależności i zjawisk, dzięki której sami się ekonomicznie wykończyliśmy. Bo za to, że zniknęły małe warsztaty, lokalni producenci, jesteśmy w dużej mierze sami odpowiedzialni wybierając tańszy produkt od chińczyka.

      Usuń
    2. Riannon!
      Reklama pewnie nie jest potrzebna, bo czytelnicy zawsze do Ciebie trafią. Dobrze, że przenosisz z KZ to, co było tam wartościowe, czyli swoje posty. Warto je sobie przypomnieć, ja czytam powtórnie i z przyjemnością:)

      Nie do końca jest tak z tą tandetą. Corocznie bywałam na Jarmarku Dominikańskim i innych tego rodzaju festynach w mojej okolicy. Lokalni rzemieślnicy tak szaleli z cenami, że dla kieszeni przeciętnego ludka były one zabójcze. Czasami przyświecają cele szlachetne i ekonomiczne, rozumiem, że są produkty droższe, bo ich wyprodukowanie, czas są warte ceny. Ale czasem, szczególnie na Kaszubach to obserwuję, chciwość i chęć szybkiego zysku są głównym motorem. Przykładem może być Truskawkobranie, impreza na Kaszubach. Myślałam, że tak szeroko reklamowana impreza to przede wszystkim możliwość smakowania potraw truskawkowych i zakupu truskawek po atrakcyjnej cenie. A tam papcie, zabawki, ciuchy, a truskawki na 2-3 stoiskach w cenach szalonych, delikatnie mówiąc. Zatem po co mi jechać do lokalnego producenta, który robi mnie w balona, skoro jego truskawki trafią do mojego sklepu i mimo, że droga dłuższa, to cena atrakcyjna.
      Oczywiście nie w każdym przypadku tak jest, ale akurat na Kaszubach to niestety częste zjawisko.

      Usuń
    3. Anita, masz rację z tymi zaporowymi cenami. To krótkowzroczna polityka wytwórców, którzy liczą na szybki zysk nie rozumiejąc, że jeśli cena będzie korzystna, to zarobią więcej, bo więcej ludzi kupi produkt. Ja na jarmarkach zazwyczaj też jedynie oglądam produkty, rzadko kupuję.

      Usuń
  2. Ja też jestem od lat fanką "bolesławca". Nawet miałam przyjemność zwiedzać fabrykę i podglądać procesy produkcyjne. I oczywiście nabyłam kubek i cukierniczkę w tym samym wzorze. Kubek przez lata był moim rytualnym kawowym kubkiem, dopóki się nie stłukł.
    A na widok Twojego ciasta to aż mnie skręciło, grrrr!! Akurat nie mam nic słodkiego na podorędziu...:(( Pozdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zwiedzanie fabryki się nie załapałam, ale może będzie kiedyś okazja, to skorzystam.
      Ciasto tiramisu to najpyszniejsza potrawa, jaką robię :-)

      Usuń