Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

czwartek, 18 kwietnia 2013

GAZ 69

Kiedy przeprowadziliśmy z dużego miasta na wieś, stanęliśmy przed wieloma problemami, z którymi nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia. Jednym z nich było pozyskiwanie drewna, gdyż zakupiliśmy na ówczesne czasy (2001 rok) bardzo nowoczesny piec na gaz drzewny. Drewno można było kupować i zamawiać z dostawą do domu, ale nieporównywalnie taniej było pozyskiwać go samemu. O pierwszej zimie, jaką dane nam było przeżyć w naszym nowym domu pisałam na swoim blogu głównym w tym miejscu. Teraz chciałabym Wam pokazać, jak można połączyć praktyczność  z pasją i jeszcze powiązać to wszystko ze sporymi oszczędnościami.


To wszystko działo się 12 lat temu, a wydaje się, jakby miało miejsce w jakiejś innej epoce. W tamtych czasach łatwiej było na złomie znaleźć fragmenty lub nawet całe stare wojskowe pojazdy, takie jak Gaz, czy Uaz, niż nabyć używane terenowe auto za w miarę przystępną cenę. Bardzo nam to odpowiadało. Zdawaliśmy sobie sprawę, że w miarę upływu czasu możliwość taniego zrekonstruowania historycznego auta będzie ograniczona. I mieliśmy rację. Dziś trudno już o takie rarytasy na złomie. Aby wejść w posiadanie Gaza czy Uaz-a trzeba wydać na niego sporo pieniędzy. W obecnych czasach, kiedy ceny używanych aut są relatywnie niskie, może się to po prostu nie opłacać.

Wróćmy jednak do tamtych czasów, kiedy przyświecała nam pewna idea. Tego typu auta są nie tylko praktyczne, ale mają też swoją duszę. Wywołują zainteresowanie i uśmiech na twarzach ludzi. W obecnych czasach Gaz ma już status niemal antyku. Wśród pasjonatów staje się powoli kultowym autem.

Nasz Gazik doczekał się profesjonalnej sesji zdjęciowej

A oto efekt:


Gaz 69 to radzieckiej produkcji auta wojskowe wzorowane na konstrukcji amerykańskich wojskowych terenówek z czasów II wojny światowej. W Polsce, w czasach PRL- u, ten pojazd był wykorzystywany przez milicję, ZOMO, leśników, czy energetyków. Charakteryzował się toporną, prostą konstrukcją odporną na zniszczenie. Znakomicie sprawdzał się w trudnym terenie.

Produkowano go w dwóch wersjach: Gaz 69- dwudrzwiowy, posiadał dwa siedzenia z przodu, a z tyłu ławki do przewożenia żołnierzy oraz ładunku i Gaz 69A, tzw. komandorka, czyli wersja oficerska- czterodrzwiowa, posiadała dwa siedzenia z przodu i z tyłu kanapę, jak w klasycznych samochodach. Obie wersje miały otwarte nadwozie, w razie niepogody zarzucano plandekę.

Wśród ludzi starszych auto to jest rozpoznawane i pomimo złych doświadczeń z czasów komuny, wspominane z rozrzewnieniem, żeby nie rzec- z łezką w oku. Ludzie młodzi nie wiedzą z reguły, co to jest, ale pojazd wzbudza u nich ogromne pozytywne emocje oraz zainteresowanie.

Samochody te w oryginale były wyposażone w silnik benzynowy dolnozaworowy. W obecnych czasach jest to niepraktyczne rozwiązanie. Silnik taki ma zbyt duży pobór paliwa, aby mógł być dziś eksploatowany bez narażania się na bankructwo. Polak jednak potrafi dostosować się do wszelkich okoliczności.
Pobieda
Już w latach powojennych polska myśl techniczna musiała zostać dostosowana do radzieckiej. Produkowany w Polsce samochód Pobieda (na licencji fabryki GAZ), późniejsza Warszawa, posiadała dokładnie ten sam silnik. Na bazie owej Warszawy rozwijano inne konstrukcje, np. Żuk, czy Nysa. Dla Żuka i Nysy z czasem opracowano nowocześniejszy silnik benzynowy, górnozaworowy. Pasował on znakomicie do konstrukcji Gaz-a. Chętnie wymieniano stare nieekonomiczne silniki na nowsze. W latach 80-tych nastąpił nowy przełom. Dla polskich aut dostawczych opracowano silnik Diesla Andoria 4C90, który jak się okazało,  bez żadnych przeróbek pasuje również do Gaz-a.

Dzięki temu w naszej wersji gazika również mogliśmy zamontować tego typu silnik. Jego zaletą jest przede wszystkim prostota (może równie dobrze jeździć na olej rzepakowy z Biedronki) oraz możliwość eksploatacji po rozsądnych kosztach.

Praca nad zrekonstruowaniem GAZ-a 69A była sporą przygodą. Poszukiwania części rozpoczęliśmy od wizyt na złomach. Przeglądaliśmy też ogłoszenia oraz pytaliśmy znajomych. W rezultacie udało się nam nabyć 3 gaziki w różnym stanie zachowania. Jeden z nich był zdekompletowaną wersją komandorki, zatem jeśli już trafiła się taka gratka, postanowiliśmy, że właśnie na jej bazie odtworzone zostanie nasze auto. Komandorka jest wersją rzadszą i to właśnie ze względu na jej unikalność, zapadła taka, a nie inna decyzja.

Kiedy wszystkie elementy zostały ze sobą zestawione, czyli powstała jedna komandorka z trzech gazików, okazało się, że pozostało jeszcze wiele części, które nam się już nie przydadzą. Nadwozia z pozostałych GAZ-ów sprzedaliśmy, a że rekonstrukcja zajęła nam nieco czasu, ceny poszły w górę. Po spieniężeniu tego, co było już zbędne, okazało się, że naszego gazika mamy niemal za darmo.

Służy nam nie tylko jako pojazd do zwózki drewna. Stanowi też ciekawą atrakcję na piękne letnie dni. Zaprzyjaźnieni goście mogą skorzystać z przejażdżki po okolicy i poczuć się wyjątkowo. Wiecie, jakie taki pojazd wzbudza emocje i jaką sensację, kiedy latem przejeżdżamy przez okoliczne wsie i miasteczka?
Oczywiście, nie jest to auto uniwersalne, na dłuższe wyprawy, choć mnie wciąż marzy się wielotygodniowy rajd gazikiem gdzieś w stepy Kazachstanu. To byłaby w dosłownym tego słowa znaczeniu slow travel

Radość Chłopa z własnoręcznie zrekonstruowanego pojazdu... bezcenna ;-)

Co jeszcze warto wiedzieć? Mając taki pojazd trzeba dobrze znać swoje prawa, ponieważ dotyczą go przepisy, które są bardzo rzadko wykorzystywane, a zatem mało znane przez osoby teoretycznie kompetentne- ubezpieczycieli, czy policję. Pojazd taki, sunący po drodze, wzbudza zainteresowanie policjantów, a nigdy nie wiemy, czy któryś się nie zacznie przyczepiać do szczegółów.

Gaz jest pojazdem historycznym, który ma więcej niż 40 lat. Nie trzeba zatem opłacać jego OC w trybie ciągłym. Takie pojazdy ubezpieczać można jedynie wtedy, kiedy planujemy wyjazd na drogi publiczne. W autach, które fabrycznie nie miały montowanych pasów bezpieczeństwa, nie ma konieczności ich zakładania. Z resztą w samochodzie z otwartym nadwoziem bezpieczniej jest nie zapinać pasów. Zawsze w razie czego, można wyskoczyć… :-)

2 komentarze:

  1. Uwielbiam stare samochody z duszą, a wasz to ma tą duszę potrójną, w końcu z trzech zrobiony:) Podziwiam umiejętności Chłopa i jego zaradność, a przede wszystkim cierpliwość, bo na pewno rekonstrukcja przede wszystkim jej wymagała. Bardzo piękny pomysł z jazdą w stepy Kazachstanu, tylko chyba sporo części zamiennych by trzeba wziąć. Przyszło mi do głowy jeszcze jedno zastosowanie, może by go wynajmować na ekstrawaganckie śluby?? Jak mógł robić za modela, to czemu nie za limuzynę?
    Pozdrawiam ciepło i uszanowanie dla Chłopa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Trzeba byłoby wziąć drugiego gazika w częściach, choć chyba w tamtym rejonie można natknąć się na takie relikty motoryzacji. I bezpieczniej byłoby pojechać nie samotnie, ale jakąś zorganizowaną paczką gazów, uazów, etc. Co to byłaby za przygoda :-)
      Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, że jednocześnie mam używać gazika do zwózki drewna i na potrzeby ślubów :-)

      Usuń