Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Lokalni producenci żywności.

Wyzwaniem  na przyszłe lata prawdopodobnie będzie podniesienie świadomości związanej z potrzebą zdrowego i zrównoważonego odżywiania się, opartego na logice, a nie na ideologii oraz miejmy nadzieję, jakaś mądrzejsza niż do tej pory polityka, która umożliwi skrócenie drogi, jaką pokonuje jedzenie, od producenta do konsumenta. Jabłka z Nowej Zelandii są tutaj świetnym przykładem. Jaką bowiem drogę musiały przejść, aby trafić na nasze stoły? Najprawdopodobniej zostały zerwane w stanie nie nadającym się do spożycia, potraktowane w transporcie środkami chemicznymi, aby się nie zepsuły i po drodze dojrzały. W rezultacie konsument otrzymał owoc nieświeży, w którym zamiast witamin spożył porcję chemii. Ucierpiało też środowisko, ponieważ tysiące kilometrów, jakie musiały pokonać te jabłka, przełożyło się na zużycie ogromnej porcji paliwa.


Dziś nie można kupić zbyt wiele od rolnika. To nie jest wina rolnika, że nie chce sprzedawać tego, co wyprodukował dla siebie, lub życzy sobie więcej, niż za produkt zapłacimy w markecie. Nawiasem mówiąc, dlaczego ma nie życzyć sobie więcej za jakość, którą oferuje, nieporównywalnie wyższą od produktów ogólnie dostępnych? To jest wina systemu, który wykończył drobnych producentów żywności. 

System zdeprawował i nas. Kilka lat temu uważałam, że nie warto kupować jajek od „szczęśliwych kurek”, które trzymała sąsiadka, bo były dwa razy droższe niż te w Biedronce. Dziś, kiedy jestem bardziej świadoma tego, jak ważne jest to, co jem,  już nie mam wyboru. Jestem skazana na Biedronkę, ponieważ przez takich jak ja ludzi, sąsiadka zlikwidowała swoje kury, jako nieopłacalne i sama jaja kupuje w Biedronce. Dzieje się tak dlatego, że jedynym kryterium, jakie bierze pod uwagę większość ludzi, jest cena. Oczywiście, nie ma się co temu dziwić, większość ludzi w naszym kraju ledwo wiąże koniec z końcem. Nie zamierzam więc prawić Wam żadnych kazań na temat wyższości kryterium jakości nad ceną, ponieważ każdy z Was ma indywidualną sytuację finansową oraz przede wszystkim wybór.

Kilka lat temu nie chciało mi się nawet przywozić przetworów od mamy. Ile ona się naprosiła i nagadała na temat swoich ogródkowych warzyw, że zdrowe, że pyszne. Twierdziłam wówczas, że dla dwóch osób bardziej opłaca mi się kupować co kilka dni małe ilości warzyw w markecie, niż wozić się z pełnymi torbami słoików z Wrocławia do domu. Aż pewnego dnia, na przednówku, zastał nas chudszy finansowo czas. Przychylnym okiem spojrzałam na te wszystkie przetwory: sałatki, soczki, przeciery, które pozwoliły mi zaoszczędzić sporo pieniędzy w czasie, kiedy sytuacja zmusiła nas do oszczędzania. Dzięki nim jakość spożywanych posiłków nie tylko się nie obniżyła, ale znacznie polepszyła. To wtedy zaczęłam pierwszy raz zastanawiać się nad jakością pożywienia. 

Miody i wyroby z wosku lokalnego producenta z Bolkowa.

Myślę, że dla większości podstawowym kryterium, które zmusza do tego typu refleksji, są właśnie finanse. Przetwory domowe bowiem łączą w sobie zarówno jakość (szczególnie jeśli owoce i warzywa pochodzą ze znanego, zdrowego źródła) jak i spore oszczędności. Zimą i wczesną wiosną, kiedy warzywa są drogie, przetwory ratują nasz organizm i portfel. Dziś wręcz przymuszam mamę do produkcji, póki uprawia działkę. Jakoś nie potrafię sama się ogarnąć, aby utrzymać własny ogródek.

Nie namawiam Was do walki z systemem, choć mając wybór możemy mieć na niego pewien wpływ. Rozsądniej będzie mówić o potrzebie wdrażania pewnych indywidualnych praktyk. Metodą „kropla drąży skałę” można w ten sposób mieć wpływ nie tylko na swoje zdrowie, ale w przyszłości na swój region.

Wybierajmy w miarę możliwości produkty lokalne lub takie, które przebywają jak najkrótszą drogę od producenta, do konsumenta. Ja zaopatruję się w mięso w firmowym sklepie producenta oddalonego od mojego miejsca zamieszkania o nie więcej niż 10 km. To niewielki zakład przetwórstwa mięsa, który nawiasem mówiąc wielokrotnie zdobywał nagrody w swojej branży. Wiem, że zwierzęta, jakie do niego trafiają (szczególnie wołowina) pasie się na okolicznych łąkach. Płacę więcej za jakość (nie aż tak dużo, abym to odczuła, czy coś innego od ust sobie odejmowała), ale wiem, że wspieram nie tylko lokalną przedsiębiorczość, lecz i okolicznych producentów żywności. Mało tego, mam oko na to, co później trafi na mój stół.

Warto rozejrzeć się po okolicy, może ktoś oferuje miód z własnej pasieki, mleko od krowy czy kozy, którą możesz zobaczyć i ocenić jej stan zdrowia oraz wypytać o pasze, jakie stosuje właściciel. W ten sposób masz wpływ nie tylko na to, co sam spożywasz, ale na utrzymanie się lokalnego producenta na rynku. Jeśli nie będziemy tego świadomi, wkrótce nie będziemy mieć żadnego wyboru. Rolnicy wykarczują sady, zlikwidują hodowle i będziemy skazani wyłącznie na bardzo drogie jabłka z Nowej Zelandii, czy mięso z Chin.
Kończąc temat, którego tak naprawdę nie wyczerpałam nawet w ćwierci, otwieram swoje domowe wino z czereśni. Produkując wino z własnych owoców mam nie tylko pyszny dodatek do kolacji bez dodatków chemicznych, ale wiele oszczędzonych pieniędzy, które niegdyś wydawałam na alkohol w sklepie. Płaciłam tym samym wysoką akcyzę państwu, które powoli, ale niezwykle skutecznie, wykańcza drobnych i średnich producentów żywności skazując nas na brak wyboru tego, co jemy i pijemy. 

4 komentarze:

  1. Masz absolutną rację, że trzeba wspierać lokalnych producentów a przy okazji jeść zdrowiej. Zgodnie z zasadami popierania lokalnej żywności, powinno się jeść to co dostępne w odległości do 100 km. Z zazdrością oglądam angielskie programy, popularyzujące te zasady i te świetne lokalne targi, gdzie wszyscy okoliczni rolnicy przywożą swoje wyroby i produkty. I nie są to tylko owoce i warzywa, ale też chleby, sery, lody, a nawet zupy domowe. Marzy mi się, żeby i u nas ta moda się rozpowszechniła. Pierwszym krokiem chyba są tzw. kooperatywy w dużych miastach, gdzie grupa zaprzyjaźnionych osób kupuje co tydzień zamówione warzywa i owoce od okolicznych producentów, uprzednio sprawdzając warunki upraw. W Polsce południowej jest też inicjatywa "Paczka od rolnika", gdzie rolnicy sami sprzedają swoje produkty, produkowane tradycyjnie i ekologicznie. Ja w każdym razie, unikam zdecydowanie zagranicznych produktów, jeśli do wyboru mam polskie, zwłaszcza jak chodzi o owoce i warzywa. O chińskim czosnku mowy nie ma!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. A u nas w kraju jest tendencja odwrotna- targowiska się zamyka, drobnych rolników się wykańcza ekonomicznie. Z tego, co piszesz, są już jaskółki zmian w myśleniu. Mam nadzieję, że ten trend się rozpowszechni. Jeśli jednak nie będziemy mieć wsparcia ze strony systemu, może być ciężko.

      Usuń
  2. Czy ktoś z Państwa dysponuje może jakąś aktualną listą producentów żywności/produktów regionalnych z woj. kujawsko-pomorskiego i ościennych? Prosiłabym o kontakt na e-mail: szok.ciechacka@gmail.com Pozdrawiam serdecznie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuję zgłosić się do Lokalnych Grup Działania, które obejmują interesujący Ciebie teren z takim zapytaniem. LGD zazwyczaj gromadzą tego typu wiedzę, wydają broszurki, wspierają lokalnych producentów odnośnie dofinansowania unijnego, etc. Mnie ostatnio interesował ten temat w odniesieniu do woj małopolskiego i bez problemu dostałam wszystkie namiary, broszurki z właściwego dla konkretnego LGD obszaru.

      Usuń