Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

środa, 17 kwietnia 2013

Suplementy diety.


Rynek związany z suplementami diety jest potężny i wydaje się mieć nieograniczone możliwości. Producenci tzw. suplementów diety bazują na skłonności ludzi do wiary w cudowną moc ziół i naturalnie występujących w przyrodzie składników. Słowo wiara jest tutaj bardzo na miejscu, gdyż z tymi ziołami i substancjami nie zawsze jest tak, jak się z pozoru wydaje.

Zioła i niektóre substancje mogą spowodować określone rekacje, wie to ten, kto zażył choć raz w życiu senesu lub popróbował marihuany, ale te reakcje są krótkotrwałe i odwracalne. Zioła nie leczą, podobnie, jak witaminy czy mikro i makro elementy, ale wpływają na organizm przemijająco. Powinniśmy je zażywać jedynie wtedy, kiedy mamy niedobory jakiegoś związku, nigdy na wszelki wypadek.

Bardzo często popełnianym błędem jest myślenie o suplementach diety, jako o lekarstwach. Tymczasem leki, aby być zarejestrowane pod tą nazwą, muszą wykazywać działanie uzdrawiające i przejść szereg badań, zupełnie odmiennych niż suplementy diety. Suplementy diety muszą jedynie nie szkodzić. Przechodzą badania takie same, jak każda żywność. Suplementy diety są żywnością, nie lekarstwami. Producenci często oszukują nas nazywając swoje produkty naturalnymi preparatami leczniczymi. W rzeczywistości, albo nas sztucznie pobudzają, albo nie działają wcale, lub wywołują efekt placebo.

Bardzo trudno na tym rynku oddzielić ziarno od plew. Witaminy i mikroelementy są potrzebne do prawidłowego funkcjonowania organizmu, to nie ulega żadnej wątpliwości. Jeśli nie mamy możliwości pobrać ich z normalnej żywności, możemy uzupełnić niedobór w sztucznej formie. Sama w tej chwili zażywam chelatowany magnez z witaminą B6. Bardzo dobrze działa na mój system nerwowy. Preparat kosztuje 30 zł (60 kapsułek) i otrzymałam go w prezencie od bliskiej osoby. Producent zapewnia, iż jest to najlepiej przyswajalna forma magnezu. Prawda jest taka, że kupiony przeze mnie za grosze w aptece magnez z witaminą B wykazywał identyczne działanie.


Drugą grupą suplementów diety, po witaminach i mikroelementach, są substancje rzekomo naturalnie występujące w organizmie naszym lub wyciągi z rozmaitych roślin czy zwierząt (tłuszcze, hormony, etc). Jakkolwiek jestem w stanie zrozumieć łykanie tranu (kwasy omega, tłuszcze nienasycone), tak nie mogę pojąć rozmaitych siarczanów glukozaminy, które magicznie mają uzdrowić chore stawy. Na całe szczęście, jakiś czas temu, wpadło mi w ręce obiektywne opracowanie, publikowane w którymś z naukowych czasopism, na temat kompletnej nieskuteczności siarczanu glukozaminy, zatem nie mam wyrzutów sumienia, że mimo zajętych chorobą stawów, nie mogę sobie pozwolić na długą i bardzo kosztowną terapię tym środkiem. Producent pisze, że substancja ta wykazuje działanie lecznicze po minimum 3 miesiącach zażywania środków. Prawda jest natomiast taka, że właśnie po około 3 miesiącach bolesność w zajętym stawie mija sama z siebie, lub przenosi się na inny staw. Niestety, zawsze wraca, co chory człowiek może uznać za swój błąd, że przerwał terapię. W przypadku tej substancji wykazano, że jej "uzdrawiająca" moc wynika jedynie z efektu placebo, a ja mogę w tym przypadku pozazdrościć niektórym tak mocnej wiary, że aż uzdrawia.

Nie mam żadnych wątpliwości, że inne suplementy diety, potraktowane teraz jako żywność (czyli póki nie ma rzetelnych badań, mają nie szkodzić), również w rzeczywistości nie mają zbawiennego wpływu na nasz organizm.

Trzecią grupą suplementów są substancje sztucznie pobudzające. Mogę się zgodzić, że preparaty z żeń szenia czy guarana może przemijająco wpływać na neuroprzekaźniki w mózgu skoro są ludzie, którzy tego doświadczyli. Ja osobiście takiego efektu nie odczułam zażywając oba te preparaty od różnych producentów. Wiecie co? Wolę kupić sobie dobrą kawę i pobudzić się sprawdzoną kofeiną w naturalnej postaci.

Ostatnią grupą i to mocno moralnie podejrzaną, są wszelkiego rodzaju specyfiki na odchudzanie, porost włosów, prostatę, libido. Bazują na ludzkich kompleksach i drzemiących w podświadomości nadziejach.

Pewnego razu moja pulchna znajoma przyniosła opakowanie ze środkiem odchudzającym. Łyknęła dwie tabletki, zanim zabrała się za pałaszowanie ciasta. Kiedy ona jadłaja czytałam ulotkę.


-A co ma tutaj odchudzać?- zapytałam, gdyż w składzie zobaczyłam same neutralne zioła- mięta, rumianek, etc. Nie było nawet niczego na przeczyszczenie, a często zdarza się to w tego rodzaju specyfikach.
-No nie wiem- odpowiedziała. -Ale jest bardzo drogie, to na pewno dobrze działa.
-Wiesz, gdybym w to wierzyła, zebrałabym sobie te zioła sama, lub nabyła w sklepie zielarskim i pomieszała czyniąc z nich nawet smaczną herbatę.
Nie muszę chyba dodawać, że po roku czasu, który minął od tej rozmowy, moja znajoma nadal jest pulchna, a ja wciąż nie wierzę w tego typu specyfiki.
Otyłość to choroba społeczna spowodowana złymi nawykami w żywieniu. Nie pomogą tabletki, jeśli nie zmieni się stylu życia.

-Mamy krówki w promocji- mówi do mnie bardzo pulchna kasjerka, podczas płacenia za zakupy.
-Dziękuję, dbam o linię- odpowiadam chowając zielone oliwki do torby.
-Ale pani ma bardzo ładną figurę!- kasjerka jest lekko oburzona moją odpowiedzią.
-Właśnie dlatego, że dbam!- odpowiadam z uśmiechem i rozkoszując się osłupieniem ekspedientki, wychodzę ze sklepu.

Na łysinę czy słabe libido też tabletki nie pomogą. Za łysienie odpowiedzialne są geny i hormony, natomiast libido hamuje przede wszystkim stres.

Na koniec warto wspomnieć, że reklamy suplementów diety są podpierane rzekomymi badaniami lub zatwierdzane przez rozmaite instytuty i inne podmioty. Z prawnego punktu widzenia, nie można powiedzieć, że te instytucje nie istnieją, ponieważ są rejestrowane przez producentów, ale tylko na potrzeby reklamy. Dla przeciętnego odbiorcy zawarty w reklamie  argument akceptacji czy polecania produktu przez instytut, stowarzyszenie, związek czy też inny twór o mądrze brzmiącej nazwie, jest gwarancją rzetelności informacji, uwiarygadnia wartość produktu i jego skuteczność. Niestety, w tym wypadku jest to oszustwo w białych rękawiczkach.

6 komentarzy:

  1. "Tymczasem leki, aby być zarejestrowane pod tą nazwą, muszą wykazywać działanie uzdrawiające i przejść szereg badań, zupełnie odmiennych niż suplementy diety. Suplementy diety muszą jedynie nie szkodzić. Przechodzą badania takie same, jak każda żywność. Suplementy diety są żywnością, nie lekarstwami"

    Sprawa nie jest taka prosta. Jest bardzo duzo lekow zawierajacych jako substancje czynne zwiazki wystepujace naturalnie w roslinach, ot chociazby glupia aspiryna (kwas acetylosalicylowy pozyskiwany z kory brzozy). Albo jedne z najskuteczniejszych srodkow przeciwbolowych - morfina - toz to naturalny opiat znany przez ludzi od tysiacleci.
    A antybiotyki? Znowu, przeciez penicylina to grzybki... jak najbardziej naturalna substancja, chociaz troche sie trzeba namordowac, zeby wyhodowac odpowiedni szczep.

    Oczywiscie, w swojej formie ziolowej zadne leki nie maja szansy przejsc badan klinicznych - nikomu sie to NIE OPLACA. Takie badania kosztuja, a jesli badanego "leku" nie mozna opatentowac, to po co w ogole sie w to bawic? Takze firmy farmaceutyczne sie w to nie bawia, co wiecej, robia wszystko, zeby "tansza konurencje" zniszczyc.
    Dlatego przez prawie 2 lata leczenia uporczywej opryszczki nie uslyszalam od zandego lekarza, ze moga ja potraktowac.... czosnkiem (naturalny "lek" antywirusowy i antybakteryjny....). Lykalam jak kaczka bardzo drogie leki ktore mi NIC nie dawaly (kiedy przestawalam brac, nastepowal nawrot).
    A po tygodniu kuracji czonskiem przeszlo....

    NATOMIAST. zupelnie czym innym jest zerowanie na naiwnosci ludzkiej i sprzedawanie chwastow albo pigulek z cukru majacych miec jakoby jakas magiczna moc na wszelakie choroby. Jesli ktos nie umie czytac i tak jak twoja kolezanka ma nadzieje, ze polknie piguleczke i za tydzien schudnie 10 kg... coz....
    Ale takich ludzi duzo - inaczej tzw. "leki" homeopatyczne by sie tak wspaniale nie sprzedawaly...

    BTW:
    artretyzm w ogromnej wiekszosci prypadkow jest spowodowany niewlasciwa dieta. Na ogol lekarze - a juz zwlaszcza w Polsce - nie sa w ogole tego swiadomi, a nawet jesli sa, to zalecaja niewlasciwa diete.
    Jesli jestes ciekawa moge ci poszukac na ten temat materialow.

    OdpowiedzUsuń
  2. A propos kwasu acetylosalicylowego, to też nie do końca jest tak, jak się wydaje. Niby to ten sam związek, co naturalnie występujący w korze wierzby, jednak ten pozyskiwany sztucznie wykazuje dużo wiekszą skuteczność i dużo silniejsze działanie. Pewnie, żebym wolała łyknąć coś naturalnego, ale jak jestem naprawdę chora, wolę łyknąć chemię. Jeszcze jak żyję, żadne ziółka nie pomogły mi się wyleczyć. Wierzę w Twoje dobre doświadczenia z czosnkiem, ponieważ jeśli cokolwiek naturalnego pomaga mi w przeziebieniu czy grypie to właśnie czosnek, pod warunkiem, że polski, a nie chiński :-)

    Tak, jestem zainteresowana dietą. Wiem tyle, że przy kłopotach ze stawami nie powinno się jeść pokarmów zawierających szczawiany. Mam problemy (ale genetyczne) związane z chorobą stawów (ZZSK) i nawet mnie intuicyjnie odrzuca od szczawiu, rabarbaru, etc.
    A w ogóle to podrzuć mi też dietę, o której od czasu wspominasz w kontekście zrzucenia tłuszczyku. Nie udało mi się podczas wyjazdu zgubić tych kilku kilo po zimie, a nie chcę się jakoś specjalnie głodzić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest to ta sama dieta :)

    na poczatek poczytaj to:
    http://nowadebata.pl/category/odzywianie/

    O ile w ogole nie czytalas "Bad Calories, good calories" Taubesa i "Brzuch Pszeniczny".

    Grains u bardzo wielu osob powoduja niekorzystne reakcje organizmu, zwiazane z reakcja alergiczna i stanem zapalnym. U ludzi, ktorzy przestali jesc grains cofnely sie takie choroby jak:
    - cukrzyca
    - nadcisnienie
    - arterioskleroza
    - schorzenia ukladu pokarmowego (to ja) takie jak niestrawnosci, zespol jelita drazliwego, wrzody, i sporo innych
    - reumatoidalne zapalenia stawow
    - migreny
    - astma

    Swego czasu sporo tez pisal na ow temat Wojtek Majda, jak jeszcze sie udzial na swoim websajcie perkakulturowym.
    Wiem, ze ciezko ci bedzie przyjac do wiadomosci fakt, ze przy gout zalecenia dietetyczne pownny byc niemalze odwrotne od tego, co wypisuja w wikipediach i co wbijali przez lata lekarzom do glowy.
    Nie wiem na ile jestes bigla w angielskim, ale to jest podstawowa lektura:
    http://wholehealthsource.blogspot.com.ar/2009/01/tokelau-island-migrant-study-gout.html

    Unikanie pozywienia zawierajace puryny nic nie daje, bo:

    "As a matter of fact, the only controlled trial I found suggests that a diet high in purines from animal protein has no effect on the uric acid concentration in the blood, because the body simply excretes any excess."

    natomiast wplyw ma i to duzy... fruktoza.
    Oczywiscie, zaden lekarz ci tego nie powie.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wskazówki, na pewno zgłębię temat i jakoś dostosuję do swoich potrzeb. Generalnie nie mam w tej chwili problemów ze zdrowiem, czy wagą, te 2 kilo tłuszczyku to sprawa kosmetyczna. To prawda, że jak robię sobie od czasu do czasu dietę bez zbóż, waga spada. Bardziej winę zrzucałam na łączenie potraw, np chleb z mięsem, ziemniaki z mięsem powodują problemy gastryczne, etc.
      Na szczęście nie uznaję lekarzy za autorytety, kieruję się tylko rozsądkiem oraz doświadczeniem swoim, tudzież innych osób jeśli są poparte ich doświadczeniami, a nie jedynie wiedzą książkową.

      Artykuł Wojtka na permakulturze dotyczył zdaje się diety paleolitycznej. Troszkę jestem sceptyczna, ponieważ w paleolicie średnia życia ludzi wynosiła 40 lat (jeśli wliczymy śmiertelność noworodków, to mniej). Nie żeby tylko z powodu diety, ale i trybu życia. Żródła, które tam podał, na temat rzekomo dobrego zdrowia naszych odległych przodków, były dla mnie niewiarygodne. Jako archeolog jestem wyczulona na pewne sprawy. Moja wiedza jest taka, że większość, jak nie wszystkie, znalezione szkielety wykazują choroby: artretyzm, niedobory składników mineralnych, awitaminozy, że o kontuzjach czy złamaniach nie wspomnę, bo to rzecz nabyta. Ale to uwaga na marginesie.

      W każdym razie zgłębię temat. Mój angielski od lat nieużywany czynnie, nieco zardzewiał, ale powinnam dać radę :-) Dzięki :-)

      Usuń
  4. W paleolicie srednia zycia byla rzeczywiscie niska, ale wynikala ona z :
    - smiertelnosci noworodkow i kobiet rodzacych
    - wypadkow gwaltownych (zranienia, ataki zwierzat, inne uszkodzenia mechaniczne)
    - chorob bakteryjnych i wirusowych

    szkielety wykazujace artretyzm, niedobory skladnikow mineralnych i awitaminozy sa sa szkielety z ery neolitycznej plus czasami ze spoleczenstw lowiecko-zbierackich zyjacych w warunkach brzegowych.
    Nie wszystkie spolecznosci ludzkie zyly w obszarach obfitosci pokarmowej.

    Natomiast bardzo wiele odnosnie relacji dieta-stan zdrowia przynosza badania wspolczesnych spoleczenstw zbieracko-lowieckich zanim zetknely sie z nasza cywilizacja i przeszly na wspolczesna diete.
    O Inuitach:

    "In his primitive state he has provided an example of physical excellence and dental perfection such as has seldom been excelled by any race in the past or present...we are also deeply concerned to know the formula of his nutrition in order that we may learn from it the secrets that will not only aid in the unfortunate modern or so-called civilized races, but will also, if possible, provide means for assisting in their preservation."
    The Inuit are cold-hardy hunters whose traditional diet consists of a variety of sea mammals, fish, land mammals and birds. They invented some very sophisticated tools, including the kayak, whose basic design has remained essentially unchanged to this day. Most groups ate virtually no plant food. Their calories came primarily from fat, up to 75%, with almost no calories coming from carbohydrate. Children were breast-fed for about three years, and had solid food in their diet almost from birth. As with most hunter-gatherer groups, they were free from chronic disease while living a traditional lifestyle, even in old age."

    (z http://wholehealthsource.blogspot.com.ar/2008/07/inuit-lessons-from-arctic.html)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mylę społeczeństwa paleolitycznego z neolitycznym :-) Byłam bardzo pilną studentką (również z przedmiotu antropologia) i mimo, że nie pracuję w zawodzie, wciąż się o niego ocieram i jest moją pasją. Problem polega na tym, jakie kto uznaje źródła dla snucia teorii. Wnioski końcowe zawsze zależą od obranej metody korzystania ze źródeł. Nie ufam publikacjom, które są pisane przez osoby mające najpierw swoją teorię, a dopiero potem wyszukujące dowodów na poparcie swoich. Takie wyniki badań są zawsze manipulowane. Nie tylko dietetycy, ale niestety i poważni naukowcy często tak czynią :-(
      W neolicie owszem, było sporo chorób, szczególnie z obżarstwa :-) Z materiału archeologicznego wynika, że gwałtownie rosła liczebność populacji na skutek umiejętności pozyskiwania nowych źródeł pożywienia (zboża, mleko od zwierząt). Rzeczywiście, nie jest to pokarm naturalny dla ludzi, stąd do dziś u niektórych zdarzają się alergie na gluten czy laktozę.

      Usuń