Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

niedziela, 19 maja 2013

Konserwanty w pożywieniu.


Nie ma się co oszukiwać. W dzisiejszych czasach nie unikniemy żywności pozbawionej w stu procentach konserwantów i sztucznych dodatków. Jeśli nie jesteśmy amiszami, którzy sami od podstaw produkują żywność, lub przynajmniej pasjonatami, którzy całe swoje życie podporządkowują odżywianiu się bez chemii, nie unikniemy konserwantów. Nie chodzi zatem o to, by zupełnie zwariować na tym punkcie, ale aby spożywać chemii w pokarmie, jak najmniej. Zdecydowana większość z nas to ludzie zapracowani, którzy mają wiele innych problemów i nie mogą się koncentrować jedynie na układaniu codziennego menu. Zazdroszczę osobom, które jednak potrafią to w miarę ogarniać. Ja się bardzo staram, ale drogę do żywieniowego puryzmu mam jeszcze daleką i krętą. Pierwszym i najważniejszym jednak ku temu krokiem jest świadomość tego, co jemy.




W ostatnim czasie zwróciłam uwagę na to, że coraz częściej na opakowaniach i w reklamach pojawiają się informacje, że jakiś produkt nie zawiera konserwantów. Jest to kolejna manipulacja i marketingowa bajeczka, którą wciskają nam producenci żywności przetworzonej. Jakim cudem bowiem produkt, bez substancji konserwujących, ma kilka miesięcy przydatności do spożycia? 
Kiedy kupuję czyste mięso, mam góra dwa dni na jego przetworzenie. Jeśli wiem, że nie zdążę go spożyć, mięso zamrażam. Jakim zatem cudem ketchupy, majonezy, sosy, mogą bez konserwantów mieć rok przydatności do spożycia? No nie mogą! Napis „bez konserwantów” na opakowaniu oznacza tylko i jedynie fakt, że nie użyto na etykietce przy składzie słowa „konserwant”. Zamiast tego znajdziemy opisy, które nazywają konserwanty innymi słowami. W produktach „bez konserwantów” znajdziemy zatem: substancje wzmacniające smak i zapach, stabilizatory, zagęstniki, przeciwutleniacze. Te substancje- w dużym procencie środki chemiczne- służą temu, aby przedłużyć przydatność produktu do spożycia, a zatem ją zakonserwować. Czyli co to jest? Konserwanty!

Konserwanty kojarzymy z literką E. Nie trzeba popadać w panikę na widok każdego E. Mamy bowiem pośród nich substancje rzeczywiście szkodliwe, a nawet rakotwórcze, jak i substancje całkowicie naturalne. Do rakotwórczych, których należy unikać, nawet jeśli są w niewielkich ilościach dopuszczone jako dodatki do żywności, należą m in benzoesan sodu (E 211), benzoesan potasu (E 212), kwas benzoesowy (E 210) azotyny i azotany. Znajdziemy je w majonezach, sosach, konserwach, słodyczach, napojach gazowanych, dżemach, marynatach, wędlinach i żółtych serach.

Produkcja własnego żółtego sera w przeciętnym
 gospodarstwie domowym nie jest możliwa. 
Korzystajmy w miarę możliwości z serów robionych 
w gospodarstwach do tego wyspecjalizowanych.

Trzeba też pamiętać, że niektóre konserwanty są przyczyną zaburzeń w trawieniu oraz alergii pokarmowych i skórnych.
Pamiętajmy też, że istnieją naturalne konserwanty, które w dłuższej perspektywie nie powinny mieć żadnego wpływu na nasze zdrowie. Wynotowałam dla Was te, które wydają się być neutralne:

E 260- kwas octowy
E 261- octan potasu
E 262- octan sodu
E 268- octan wapnia
E 270- kwas mlekowy
E 290- dwutlenek węgla
Przy czym oczywiście należy pamiętać, że np. dwutlenek węgla może u niektórych powodować wzdęcia i złe samopoczucie, ale jest to cecha osobnicza.

Jak zatem uchronić się od nadmiernego spożycia chemii? Nie dajmy się zwariować, ale róbmy to, co jesteśmy w stanie zrobić dla własnego zdrowia w warunkach domowych nie tylko na wsi, ale i w mieście. Dzięki współczesnym technologiom nie jest problemem upiec w maszynie chleb, zrobić małym wysiłkiem ciasto na domowy makaron czy pierogi, lub upiec placek z owocami, zamiast kupować gotowe ciasta w marketach. Maszynki do wyciskania soków ze świeżych owoców i maszynki do mielenia mięsa na domowe pasztety, czy pulpety też są bez trudu dostępne. Pamiętajmy o tym, żeby raczej kupować mizerniej prezentujące się warzywa i owoce bezpośrednio na targach, lub od gospodarza, niż wyglądające na plastikowe, piękne wielkie jabłka i marchewki z marketu. Te ostatnie-jak to mawia moja przyjaciółka- rosną „na pampersach”- czyli w warunkach bezglebowych, najmniej przypominających naturalne.

Bezglebowa uprawa owoców. 
Fizjonomia "farmera" zdradza, skąd biorą się zimą truskawki w marketach.

Zamiast wędlin można piec szynki w piekarniku (taniej, zdrowiej i 100% mięsa), a jako naturalnych konserwantów używać soli, cebuli i czosnku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz