Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

piątek, 3 maja 2013

Wino z mniszka lekarskiego.




Zanim podam przepis na trunek, którego smak znam od dzieciństwa (tak, kiedyś nie odbierali dzieci rodzicom za podawanie im odrobiny alkoholu :-), przeczytajcie, jakie właściwości ma ten pospolity chwast.

Wiosna, szczególnie taka, zimna i deszczowa, jak w roku obecnym, to jest dla organizmu dosyć trudna pora. Często w tym czasie poszukujemy w aptekach witamin i suplementów diety, które wzmocnią nasz układ odpornościowy i przygotują go na nową porę roku. 
A może tak zamiast pastylki zafundować sobie kurację przy pomocy natury? 


Mniszek nie na darmo nazywa się lekarskim. Trudno uwierzyć, że dziś jest postrachem wypieszczonych ogródków zawzięcie tępionym przez ich właścicieli. Niegdyś był pieczołowicie uprawiany i specjalnie traktowany, aby nie zabrakło go w diecie naszych przodków, szczególnie w czasie przesilenia wiosennego.



Nie mogę sobie przypomnieć, dlaczego w czasach dzieciństwa miałam utrwalony pogląd, że mlecz jest trujący. Dopiero z biegiem lat poznawałam jego zalety, głównie delektując się pysznym i zdrowym winem z mniszka. Potem poznałam syrop z mniszka. W tym roku zamierzam namówić czytelników oraz sama spróbować młodych listków mniszka wkrojonych do wiosennych sałatek. Co mnie przekonało?

Już od średniowiecza mniszek uznawany był niemal za panaceum na wszelkie choroby. Leczono nim schorzenia nerek, wątroby, choroby oczu, układu pokarmowego, zmiany skórne. Można by uznać to za zabobon, ale zalety mniszka potwierdziła współczesna nauka. Prócz sporej grupy witamin (w tym prowitamina A, witamina C, E) w jego składzie znajduje się sporo substancji mineralnych (potas, żelazo, fosfor, wapń) i biologicznie aktywnych -fitosterole, wielocukry (pektyna, inulina), kwasy organiczne (kwas foliowy), żywice, garbniki. Najbogatszy w owe skarby jest korzeń mniszka. Badania wykazały, że roślina ta wzmacnia reakcje obronne organizmu, zwiększa odporność oraz wspomaga organizm w czasie infekcji wirusowych.



Może zamiast wiosną plenić z zaciętością ów powszechny chwast, lepiej jest go wykorzystać dla wzmocnienia swojego zdrowia? Aby skorzystać z dobrodziejstwa mniszka warto zainteresować się nim już od marca, zanim jeszcze rusza wegetacja. O tej metodzie jedynie czytałam, nie eksperymentowałam na sobie. Kto jednak jest odważny, niech spróbuje. Korzenie mniszka wykopujemy długą łopatką i nożem, dokładnie myjemy, a potem albo suszymy, albo wrzucamy do sokowirówki. Na 5 szklanek soku należy dodać 1 szklankę spirytusu, lub jeśli będziemy nim raczyć dzieci, 1 szklankę miodu. Popijać po 1 łyżeczce 3x dziennie i stopniowo zwiększać dawkę.  Suszony korzeń można wykorzystać jako przyprawę lub po umiejętnym wypaleniu (niestety, przepis nie podaje, w jaki sposób) można zrobić z niego napój- ziołową „kawę”.

Dziś potrafimy racjonalnie uzasadnić wiedzę, którą nasi przodkowie przekazywali sobie z pokolenia na pokolenie. Mniszkiem leczymy schorzenia wątroby, usprawniamy pracę mózgu, zapobiegamy miażdżycy, oczyszczamy krew. Mniszek wspomaga przemianę materii, leczy hemoroidy, choroby nerek oraz reumatyzm. I długo mogłabym jeszcze wymieniać, gdyż istotnie jawi się nam, jako panaceum na wszelkie dolegliwości. Oczywiście, daleka jestem, by uznawać to zioło za lekarstwo. Mówimy jedynie o wspomaganiu i zapobieganiu chorobom, dostarczając organizmowi naturalnych witamin i składników mineralnych odpowiednio przez naturę zbilansowanych.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na szczególną z przypisywanych mniszkowi cech. W dawnych czasach, w niektórych rejonach kraju, nazywano to zioło „męska stałość”. Nie chodzi tu bynajmniej o stałość w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, czyli w uczuciach, a wręcz przeciwnie- o staropolskie słowo „stanie”, „wstanie”. 
Cóż, ludzie musieli sobie jakoś radzić przed epoką viagry :-) Afrodyzjak ten miał również działać odpowiednio na kobiety. Z tego względu istniało w XIX wieku zalecenie, aby pannom z dobrego domu nie serwować przetworów z mniszka, by w niewłaściwy sposób nie pobudzał on ich wyobraźni :-)

Cokolwiek by o mniszku lekarskim nie powiedzieć, w moim domu od dawna robi się z niego wino. Jest to niezastąpiony trunek na długie zimowe i mroźne wieczory. Być może w nim tkwi tajemnica, że jeśli ktoś nie przywlecze nam jakiejś grypy, to sami z siebie nie chorujemy.


Mój przepis na wino z mniszka:
Na przełomie kwietnia i maja zebrać kwiaty mniszka. Zostawić na noc rozłożone na białej płachcie (prześcieradło, obrus)- wyjdą z nich wtedy czarne robaczki lubiące bytować we wnętrzu kwiatów. Następnego dnia kwiaty zagotować w wodzie (1/3 objętości baniaczka). Warto dodać do kwiatów jakiś kwaśny owoc- jedną pokrojoną wraz ze skórką pomarańczę, lub kiść winogron. Po ostudzeniu przelać zawartość do butli, uzupełnić syropem (woda z cukrem). Dodać drożdże winiarskie. Proporcje: 1/3 objętości butli kwiatów (kto ma ochotę może użyć samych płatków, ale to koszmarna robota), 1 kilo cukru na 5 litrów wody. Butla ma być zapełniona kwiatami i wodą do 2/3 wysokości.



7 komentarzy:

  1. Moja mniszkowa łąka rozkwitnie lada dzień. Co roku robię niezliczoną ilość słoiczków z syropem mniszkowym, ale wiesz co? W tym roku chyba skuszę się na wino:-)))
    Asia
    P.S. Świetny blog. Podoba mi się ten projekt:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :-)
      Sama nie robię (póki co :-) syropów, ale miałam okazję popróbować i też uważam, że warto. Skupiam się na winie, bo ze względu na czas, wszystkiego zrobić się nie da. Natomiast odważyłam się spróbować sałatki z dodatkiem wiosennych listków mniszka. Bardzo to było smaczne :-)

      Usuń
    2. Brawo! Testujesz nowe smaki. Warto czasem sięgnąć po to, co sprawdzone, co tuż pod naszymi stopami.
      Zgadzam się z Asią, że blog interesujący:) Jak wszystkie inne zresztą:)

      Usuń
  2. Riannon, kochana, Ty przyznaj się bez bicia, że coś z mniszka przemycałaś Mantrze w ciąży, w czasie karmienia lub maluchom do korytka. Izerek rozsmakował się w mniszku. Wychodzi na trawnik, łąkę cokolwiek to jest i wypasa się jak owieczka, zjadając żółte kwiatki, nie pogardzi też młodymi listkami. Miele pyskiem jak owca lub cielak i jest bardzo zadowolony. Póki nie ma problemów żołądkowych pozwalam mu trochę poskubać, wszak dla zdrowotności i widok pieska jedzącego kwiatki można znieść:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zwierzęta wiedzą co dobre i zdrowe :-)

      Usuń
  3. Ja robię syrop mniszkowy, a takie winko to fajna alternatywa, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń