Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

środa, 15 maja 2013

Witamina C


W środowisku moich znajomych dosyć sporo osób zażywa bardzo duże dawki witaminy C ponieważ twierdzą, że pomaga im ona przezwyciężyć przeziębienie, a czasem nawet do niego nie dopuścić. Nigdy nie wierzyłam w te słowa, ale nie miałam też dowodów na to, aby jednoznacznie stwierdzić, że jest to nieprawda i że efekt, który na sobie obserwują to nic innego, jak powszechnie znana reakcja na placebo. Argumentem, który przemawiał na korzyść witaminy C miała być jej rzekoma nieszkodliwość dla organizmu, ponieważ jej nadmiar wydala się z moczem.



Nie wierzę w medykamenty, czy to będą leki, witaminy czy suplementy diety, które po przedawkowaniu nie szkodzą. Łatwo mi nie wierzyć, ponieważ mnie witamina C szkodzi. Owo wydalanie z moczem oznacza u mnie piekło w drogach moczowych. Wystarczy jedna pastylka syntetycznej witaminy C i tracę intymny komfort. Podobnie ma się rzecz z przedawkowaniem naturalnej witaminy C zawartej w owocach. Owoce tak bardzo lubię, że zdarza mi się przesadzić i opchać się nimi na jeden posiłek. Skutek uboczny gwarantowany.

W rozmowie ze znajomymi moje argumenty wypadały słabo. Przecież w reklamach tyle się mówi o dobroczynnym działaniu witaminy C, sklepy internetowe pełne są specyfików zawierających bardzo duże dawki tej witaminy w jednej tabletce (1000 mg). Zerknęłam sobie na jedną z takich ofert i przecztałam tam kilka bajek oraz niestety zalecane dawkowanie, od 1 do 3 tabletek dziennie. To 3000 mg (!) podczas gdy organizm dorosłego człowieka potrzebuje jej 70 mg dziennie- jest to odpowiednik... 100 gram truskawek!

Skąd się wzięła taka wiara w dobroczynne działanie witaminy C? Przecież wszystkie witaminy potrzebne są nam, aby zachować zdrowie, ale to witamina C funkcjonuje, jako panaceum na wszelkie zło, od przeziębienia po schorzenia stawów (spotkałam się nawet w weterynarii z zaleceniem, aby na rozwijające się stawy psów podawać mega dawki witaminy C. Nie róbcie tego!) Może dlatego, że po przedawkowaniu większość ludzi nie odczuwa natychmiastowych skutków ubocznych, a takie zdarzają się po innych witaminach. To, że się ich nie odczuwa, nie oznacza, że skutków ubocznych nie ma.

W życiu tak czasem jest, że rację ma nie zawsze ten, co ją ma, ale kto ma większą siłę przebicia. Mit dotyczący witaminy C rozwinął się dzięki bardzo silnej osobowości i uznawanemu za wielki autorytet dwukrotnemu nobliście fizykowi i chemikowi- Linusowi Paulingowi, który w swojej książce z lat 70-tych XX wieku „Witamina C a przeziębienie” forsował dobroczyne działanie tej witaminy, bo sam łykał ją w dużych ilościach (1 g/dziennie) i nie chorował. Miał na tyle silną pozycję w świecie nauki, że wszelkie publikacje i głosy świadczące o nieskuteczności tej metody, nie zyskały rozgłosu. Rozpoczęła się moda na witaminę C, a koncerny farmaceutyczne zaczęły zbijać fortuny na jej sprzedaży.


Kilka tygodni temu dotarłam do publikacji, która wreszcie dostarczyła mi argumentów świadczących nie tylko o nieskuteczności, ale o szkodliwości nadużywania witaminy C (Wiedza i Życie nr 12/12, dr n. Med. O.Odrzyłowska-Śliwińska „Czy witamina C pomaga w leczeniu przeziębienia.”)

Opublikowane wyniki badań, prowadzonych przez 30 lat, wykazały że przyjmowanie zawyżonych dawek kwasu askorbinowego (200 mg) nie ma większego wpływu na układ odpornościowy człowieka, a wpływ na zdrowie, w porównaniu z dostarczaniem organizmowi prawidłowych dawek (70 mg) jest znikomo mały i zależy od indywidualnej tolerancji. Wyższe dawki witaminy można polecić wyczynowym sportowcom (maratończycy), rekonwalescentom, palaczom i dzieciom, ponieważ ich organizmy mają szybszy metabolizm, lub w przypadku palaczy, występują u nich niedobory (pewnie nie tylko) tej witaminy.

I najważniejszą rzeczą, wartą podkreślenia, są wyniki związane z przedawkowaniem witaminy, na które bardzo uczulam moich znajomych, ponieważ ich zdrowie jest dla mnie ważne. Dawki od 1000 do 3000 mg (rekomendowane przez wiele sklepów internetowych oferujących suplementy diety),  mogą wywołać reakcje alergiczne (wysypka), biegunki, dolegliwości żołądkowe. Najgorsze jest jednak to, że kwas askorbinowy ma zły wpływ na funkcjonowanie naszych nerek. Możemy nabawić się kamicy układu moczowego. Udowodniono też możliwość uszkadzania płodów.

Reasumując: Witamina C jest nam potrzebna do prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego, ale nie ma żadnych rozsądnych przesłanek, aby jej nadużywać. Jedynie jej niedobory powodują spadek odporności. Powinniśmy starać się, aby źródłem witaminy C były owoce i warzywa, a nie pigułki z apteki. Dawki powyżej 1000 mg są szkodliwe.



W mojej domowej apteczce nie ma i nigdy nie było witaminy C. Jeśli nie zarazi nas grypą ktoś z zewnątrz, coś takiego, jak przeziębienia nam się nie przydarzają.

4 komentarze:

  1. Mam to szczęście, że mogę jeść owoce i warzywa bez opamiętania, no może przeciw nadmiernej ilości czosnku mój organizm się buntuje.
    Sądzę, że wszystko dla ludzi, tylko z rozsądkiem.
    Wiesz, w wielu chorobach ważniejsza niż leki jest wiara. Skoro pacjent wierzy, ze lek go uzdrowi, to niech weźmie nawet tę witaminę C. Niektórzy są tak przywiązani do pastylek, że tylko dzięki nim funkcjonują.
    Ja raczej w ogóle unikam witamin, wolę dostarczać ja naturalnie. Owszem, mam w apteczce rutinoscorbin, ale rodzina sięga po niego sporadycznie. Mam za to owoce goji, które Ci polecam:)
    Pozdrówka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owoców goi jeszcze nigdy nie próbowałam, nawet nie wiem, jak wygladają (zaraz sobie wygoogluję). To prawda, że ludzie reagują na placebo, tylko, że w przypadku tej żółtej chemicznej "witaminki" może się to w końcu niezbyt dobrze dla nich skończyć :-(

      Usuń
  2. Ja tym razem trochę w obronie witaminy C. Jest to informacja szczególnie ważna dla osób, które chorują na anemię i muszą brać preparaty z żelazem. Otóż żelazo znacznie lepiej się wchłania w towarzystwie witaminy C i różnica w tym wchłanianiu jest dość znaczna. Wiem, bo przetestowałam na sobie. Gdy brałam najpopularniejszy preparat żelaza bez witaminy to po dwóch miesiącach poziom żelaza wzrósł minimalnie, a gdy zaczęłam brać inny, połączony z witaminą C, to po dwóch tygodniach żelazo wróciło do normy. Nie wiem czemu lekarze o tym nie mówią, a to bardzo istotna informacja. Tak więc nie potępiajmy jej tak zupełnie:))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja nie twierdzę, że witamina C jest niepotrzebna :-) Chodzi mi raczej o fakt, żeby postarać się pozyskiwać ją z naturalnego źródła, a nie łykać te żółte chemiczne pastylki. Chemiczna jej odmiana jest na pewno gorzej wchłaniana przez organizm, a o szkodliwości tych żółtych pastylek przekonałam się na własnym organizmie.

      Usuń