Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

piątek, 14 czerwca 2013

Żurek owsiany


O żurku z płatków owsianych mało kto słyszał, a jest to potrawa, którą warto spróbować. Odkąd natrafiłam na przepis, trąbię o zurku owsianym, gdzie tylko mogę, na wszystkich blogach, na facebooku. Wszystko po to, aby jak najwięcej osób spróbowało tego specjału. Ostatnio miałam okazję przeglądać książkę kucharską   Marii Monatowej z 1909 roku. I natrafilam tam na przepis na postną zupę:

"Żur robi się z barszczu żytniego  lub owsianego. Ukiszony barszcz zamieszać łyżką od spodu, przecedzić razem z mąką przez rzadkie sito i zalać na kipiąca wodę, której powinno być o połowę mniej jak barszczu. Jeżeliby po ugotowaniu żur był za gęsty, lepiej potem rozpuścić go przegotowaną wodą. Do tego żuru można dać trochę poszatkowanych grzybków, lub zwykłego domowego sera pokruszonego w kawałki. Podaje się także z kartoflami. Jest to bardzo zdrowa i posilna zupa, stanowi podstawę pożywienia naszego ludu wiejskiego." Tyle od pani Monatowej.
Ja tam żadnych postów nie uznaję :-)

Żurek owsiany jest hitem w moim domu już od jakichś dwóch lat, a może i dłużej. Zaczęło się od tego, że bardzo lubię żurek, a nie chciało mi się nigdy samej go kisić. Tymczasem uwierzcie mi, że warto. Pewnego dnia spojrzałam bowiem na etykietkę kupnego zakwasu, a tam same niespodzianki: mąki pszennej było więcej niż żytniej, z której klasyczny żur powinien się składać, a zamiast czosnku był aromat czosnkowy. Producent nawet się nie pofatygował by napisać „identyczny z naturalnym”, co stwarza podejrzenie, że z naturą ma on tyle wspólnego, co ja z matematyką stosowaną. Fuj! Tymczasem zrobienie domowego zakwasu to żadna filozofia. Kiedy przeczytałam u blogerki Agik na temat żuru z samego owsa, opadła mi szczęka. Wersja Agik jest tutaj, warto porównać. Na szczęście lubię eksperymentować, a płatki owsiane to produkt na tyle tani, że w razie gdyby coś poszło nie tak, spuszczenie produktu do klozetu nie nadszarpnie mojej kieszeni i serce mi od tego nie pęknie. Nie było z resztą takiej potrzeby. Dzięki Agik owsiany żur rozpanoszył się w moim domu. Potrawa jest pyszna, sycąca, bardzo wydajna i tania. Jednym opakowaniem płatków owsianych można nakarmić rzeszę ludzi. A jeśli jeszcze jest podany w domowym chlebku, to już mamy pełen wypas! :-)  Podaję Wam przepis na zakwas. Z tej ilości dwie osoby jedzą żur przez 5 dni. Trzeciego dnia modlę się o przybycie jakichś gości, żeby nam pomogli :-)


Do litrowego słoika wsypujemy ¼  jego wysokości płatków owsianych błyskawicznych. Jeśli ktoś lubi, jak coś mu się pęta między zębami, to mogą być płatki w całości. Próbowałam, wychodzi równie smaczny. Do słoika wlewamy przegotowaną, ciepłą wodę do 2/3 jego wysokości. Zakwas będzie się podnosił i musi mieć na to miejsce. Temperatura wody nie może być wyższa niż 40 st, najlepiej, aby miała temperaturę naszego ciała 35-38 st, ponieważ bakterie kwasu mlekowego są w takich warunkach najlepiej dopieszczone. Powyżej 40 st bakterie giną.  Do słoika wkrawamy kilka ząbków czosnku- ile kto uważa. Wśród lubiących czosnek, a ja się do takich zaliczam, panuje pogląd, że nigdy nie jest za dużo czosnku w zakwasie. Zawartość słoika mieszamy i przykrywamy przepuszczalną gazy czapeczką. Słoik stawiamy w ciepłym miejscu w domu. Na wsi gdzieś przy piecu, w mieście w kuchni. Nie przejmujemy się, że temperatura w domu może być niższa niż te 30 st. Stawiałam zakwas w różnych warunkach, w tym u rodziców w mieście, zawsze mi wyszedł. Zakwas najlepiej codziennie zamieszać czystą łyżką. Po 5 dniach jest gotowy na żur. Jeśli akurat nie planujecie żuru, można wstawić słoik do lodówki, co przerwie działalność bakterii.

Żurek z zakwasu można robić, jak kto lubi. Ja z tej ilości robię zupę w czterolitrowym garnku. Wlewam ¾ objętości garnka wody (albo wywaru z gotowanego wcześniej mięsa), wsadzam tam warzywa pokrojone w kostkę  i przyprawy do smaku. Na osobnej patelni smażę pokrojony boczek wędzony (może to być każda wędzonka, byle nie był to drób, bo jakiś taki nijaki ten żur na drobiu wychodzi). Jak warzywa będą miękkie (10-15 minut od zagotowania), wrzucam boczek do garnka i wlewam cały zakwas wcześniej go mieszając, aby płatki nie zostały na dnie. Teraz to się musi zagotować, aby składniki się połaczyły. I tyle. Nie trzeba dodatkowo zagęszczać zupy żadną śmietaną, czy mąką, ponieważ płatki go zagęszczą.
Gorąco namawiam Was do nastawienia sobie zakwasu owsianego w domu i wszystkim życzę smacznego :-)


11 komentarzy:

  1. A jakie warzywa dodajesz? I jakie przyprawy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej lubię, jak żurek wlewam do wywaru mięsnego. Robię wtedy normalny bulion, albo na kościach wędzonych, albo na zwykłych i wtedy daje więcej boczku wędzonego. Do takiego bulionu daję klasyczne warzywa- marchew, pietruszka, seler, a z przypraw oczywiście pieprz, czasem sos sojowy lub maggi. Nie umiem jeszcze żyć bez glutaminianu sodu :-)
      Jeśli ktoś nie ma oporów przed stosowaniem kostek rosołowych gotowych, to na taki garnek, jak opisałam, można dać 3 kostki i wlać żur oraz oczywiście podsmażony wędzony boczek. Niebo w gębie :-)

      Usuń
  2. Ten żurek jest wyśmienity!Polecam, robiłam.Mniam...mniam..
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm, też jestem wielbicielką żurku. Ciekawe, czy wersja wegetariańska dałaby radę? Sam wywar z warzyw i podsmażona cebulka.
    Z "normalnym" żurkiem tak robię ;) Nie stosuję też nigdy żadnych gotowych kostek i wegety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. Taka wersja żurku będzie równie smaczna :-)

      Usuń
  4. ooo :)
    żurek poszedł w świat :)

    Mam jeszcze " autorską" uwagę do Kachy :) Mogę?
    Kacha- żurek wege będzie bardzo dobry, ale dobrze mu tez zrobi jednak coś wędzonego_ moze sól morska wędzona? a może papryka wędzona? a może wędzone tofu? albo wędzony twaróg?
    Materiał jest tak wdzięczny, że aż się chce eksperymentowac :)

    A poza tym, to robiłam już tez zakwas z płatków orkiszowych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach, zupełnie zapomniałam o "żurkowym wątku" ;) Dziękuję Agik za sugestię! Nie wpadłam na to, a brzmi kusząco - już czuję ten zapach! Kurcze, chyba jeszcze dzisiaj wstawię zakwas! :)) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. O na pewno wypróbuję Twój przepis na żur...

    OdpowiedzUsuń
  7. OOOOOO jak ja rozumiem.moje korzenie sięgają podkarpacia ,a tam w Iwoniczu Zdroju jada się taki żur od zawsze.Zapraszam na mojego bloga ,,Kuchnia jak życie,,gdzie znajduje sie przepis z tamtych stron na kajmak i mizerię iwonicką,pozdrawiam Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zaproszenie, z przyjemnością poczytam :-)

      Usuń