Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

środa, 7 sierpnia 2013

Mąka żytnia



Dojrzałam wreszcie do tego, aby zrobić chleb na zakwasie. Od lat kiszę płatki owsiane na żur, nie wiem czemu do tej pory opierałam się, by postawić zakwas. A może przyczyna tkwi w tym, że mieszkając na wsi nie mam po prostu dostępu do mąki żytniej? Wiem, że można zakisić mąkę pszenną, mogłabym też spróbować zrobić zakwas z płatków owsianych, choć nigdzie nie wyczytałam, aby ktoś coś takiego robił (ja wkrótce zrobię!), ale mnie marzył się taki prawdziwy, razowy chleb na mące żytniej.


Niegdyś, podczas pobytu we Wrocławiu, mama położyła przede mną kilo żytniej mąki i rzekła, że mam jej następnym razem przywieźć domowy chleb. Natchnęła mnie tym samym, abym postawiła wreszcie ten zakwas. Chleb miał taki smak, jaki moja mama pamięta z dzieciństwa.




Sytuacja ta skłoniła mnie do przemyśleń na temat współczesnych czasów. Nie jestem przeciwko rozwijającej się cywilizacji, wręcz przeciwnie, radośnie korzystam z jej dobrodziejstw. Nie wiem natomiast, komu przeszkadzało to, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu w każdej wsi był młyn i gospodarz sam mógł własne zboże zawieźć do zmielenia. Od tego gospodarza, lub w samym młynie, mąkę można było nabyć, jeśli ktoś własnego zboża nie miał.

W mojej okolicy próżno szukać młynów. Wykończyła je sytuacja ekonomiczna i trend w gospodarce, który spowodował, że dziś tak trudno jest dostać zdrową, lokalną żywność. Nie rozwodząc się nad tym szczegółowo, bo już była o tym mowa, doszło do tego, że aby nabyć mąkę żytnią muszę jechać do dużego miasta- do hipermarketu Tesco, bo w małych lokalnych sklepach takiego cudu i fanaberii po prostu nie mają. Jak już trafię do owego miasta to okazuje się, że mąka pochodzi z drugiego końca Polski- z Gdańskich Młynów. Cóż… pozostaje mi jedynie ucieszyć się, że przynajmniej młyny są historyczne i nawiązują do pięknych czasów, kiedy Polska stanowiła spichlerz Europy.


I tak, mieszkając na jednej z bardziej głuchych i schowanych od cywilizacji wsi, aby upiec domowy, wiejski chleb muszę jechać 150 km do miasta, by nabyć mąkę, która przebyła wcześniej 500 km, zanim trafiła do sprzedaży. I wiecie co? I tak się cieszę, że nie przybyła z Chin :-)

Alternatywą do sprowadzania mąki z miasta jest zamówienie jej dostawy do domu. Brałam to pod uwagę, ale kilo mąki kosztuje 2,30 zł, natomiast jej transport 16 zł. Nawet jeśli zamówię 10 kilo, to dodając do tego 16 zł, wyjdzie mi niemal dwukrotnie drożej! Żeby mi się opłacało, musiałabym otworzyć piekarnię i kupować ilości hurtowe. Zatem póki co, przy okazji wizyt w mieście, przywożę sobie po kilogramie czy dwa mąki żytniej, z której robię zakwas. Razowy chleb na zakwasie piekę z mieszanki mąki pszennej i żytniej (w proporcji 200 g mąki żytniej i 300 g mąki pszennej).

Reasumując: Mieszkając w mieście, w dzisiejszych czasach łatwiej jest upiec domowy, wiejski chleb, jaki być może pamiętacie z czasów dzieciństwa, niż mieszkając na wsi.

I jeszcze poświęcę akapit na temat oznaczeń mąki. Zawsze mnie uczono w domu, że ta najbardziej wartościowa, z której powstają najlepsze wypieki, ma mniejszą liczbę. Wszystko jednak zależy od tego, co kto uważa za wartość. Liczba oznacza stopień przemiału ziarna, a co za tym idzie, ilość substancji mineralnych. Mąka tortowa 450 oznacza, że jest ona najbardziej oczyszczona z warstw zewnętrznych. Jest najbardziej bogata w skrobię, dzięki czemu bardzo łatwo przyswajalna (idzie w bioderka :) i tym samym lekkostrawna. Mąka żytnia -ta z pełnego przemiału, jest bardziej od pszennej sycąca, ponieważ zawiera więcej błonnika. Im wyższy numer, tym więcej błonnika i substancji mineralnych.
Mąka żytnia, z której zrobiłam zakwas i z dodatkiem której piekę chleb razowy, ma numer 2000. Oznacza to 2% substancji mineralnych. Produkt taki jest zdrowszy, sprzyja diecie, ponieważ szybciej syci, ale przez to jest bardziej ciężkostrawny. Dłużej zalega w żołądku i dłużej się go trawi.

Całkiem spory procent ludzi cierpi na celiakię – nietolerancję glutenu. Takie osoby nie mogą korzystać z mąki pszennej, czy żytniej. Nie znaczy to, że nie mogą spożywać chleba na zakwasie. Zaleca się dla nich mąkę ryżową,  ziemniaczaną, gryczaną, kukurydzianą. Zakwas można zrobić z mąki ryżowej lub gryczanej. Do pieczenia chleba bezglutenowego można kupić gotową mieszankę. Maszyny do pieczenia chleba mają program dla pieczywa bezglutenowego. 

Naprawdę i szczerze polecam maszynę z Lidla. Mam ją od pół roku, używam różnych programów, stanowi dla mnie prawdziwą pomoc. Uruchamianie mojego pieca chlebowego to dosyć skomplikowany rytuał i trzeba mieć na niego czas, a teraz, kiedy w moim Muzeum trwa remont- jest to niemożliwe.  Nie znaczy to, że zrezygnuję z domowego, smacznego i zdrowego pieczywa i to w dodatku na tradycyjnym zakwasie.

Mój ulubiony chleb na zakwasie jest bardzo prosty, ponieważ już nie raz przekonałam się, że im prościej, tym lepiej :-) Do maszyny daję pół szklanki zakwasu, około 200 ml wody (zależy, jak gesty jest zakwas) ze szczyptą drożdży. Wsypuję 250 gr mąki żytniej i tyle samo pszennej. Dodaję łyżeczkę soli i jeszcze tak troszkę, bo lubię sól :-) Mieszankę tę aromatyzuję ziołami, które mam pod ręką- szczyptą czosnku niedźwiedziego lub bazylią. Włączam program na chleb razowy i po 3,5 h mam pyszny chlebek :-)

2 komentarze:

  1. Próbowałam i choć mi nie bardzo wychodzi /chyba mąka nie taka/ to nadal mnie kusi.
    Ale u ciebie ciekawo, poczytam, pooglądam.

    OdpowiedzUsuń