Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Pirograf z Lidla i candy ogniem malowane.

Ostatnio w komentarzach padło przypuszczenie, żartem oczywiście, że może Lidl mi płaci za wystawianie pochlebnych recenzji o produktach nabywanych w tym sklepie. No, niestety, Lidl mi nie płaci, a i ja, po fatalnie zakończonym eksperymencie, związanym z próbą zarabiania drobnych pieniędzy dzięki blogowaniu, raz na zawsze obiecałam sobie nie zarabiać na reklamach, ani więcej nie dawać okazji żadnym szemranym typkom do zarabiania pieniędzy na moich artykułach.
Jak to zwykł był mawiać Chłop: „lepiej z mądrym piechotą, niż z głupim toyotą” :-)

Dziś zatem, aby uniknąć dalszych spekulacji co do tajemniczych powiązań mojej osoby z siecią sklepów Lidl, opowiem o produkcie, który nie spełnił moich oczekiwań i był typową zakupową wpadką.


Pirografią zajmuję się od kilku lat. Pisałam o tym na samym początku mojej przygody z blogowaniem tutaj. Nie jest to jakaś wielka sztuka, a raczej rzemiosło, do którego trzeba mieć serce, trochę czasu i odpowiedni sprzęt. Talent nie jest wymagany. No może w minimalnym stopniu się przydaje.

Kiedy zobaczyłam po raz pierwszy odgrzebany przez Chłopa w zakamarkach garażu pirograf produkcji radzieckiej, miałam mieszane uczucia. Był toporny, jak cały PRL. Byłam pewna, że zanim się nauczę nim robić cokolwiek, zniechęcę się i z obrazków „ogniem malowanych” zostaną jedynie niezrealizowane projekty. 


Ku mojemu zaskoczeniu, błyskawicznie załapałam, o co w tym wszystkim chodzi. Ręka sprawnie poruszała się po deseczkach, również tych wymagających- z drzew iglastych. Obrazki powstawały szybko jeden za drugim sprawiając mi ogromną radość.

Toporność sprzętu nie sprawiała problemów. Jedną końcówką, w kształcie paraboli, mogłam wyczarować różne wzory i różnej grubości kreski.

Pewnego razu usłyszałam, że w Lidlu „rzucają” co jakiś czas pirografy. O, pomyślałam sobie, pewnie jest to nowoczesna wersja radzieckiego pirografu i zapragnęłam go mieć. Zdobycie sprzętu nie było łatwe. Nie śledzę na bieżąco lidlowskich nowinek, zatem o „rzucaniu” sprzętu, jeśli nie zobaczę przypadkiem w telewizji lub ktoś mnie o tym nie poinformuje, dowiaduję się zazwyczaj po czasie. Przez pewien czas śledziłam ogłoszenia na allegro, ale ku mojemu zdumieniu, pojawiające się tam pirografy z Lidla kosztowały około 100 zł, podczas gdy cena w sklepie wynosiła 39 zł. To dodatkowo utwierdziło mnie w przekonaniu, że to dobry zakup i muszę koniecznie go mieć. Urzekła mnie ta mnogość różnorodnych końcówek dająca ponoć nieograniczone możliwości cieniowania i tworzenia wzorów.

Tak też właśnie po czasie dowiedziałam się o tym, że dzień wcześniej- w niedzielę- były w Lidlu upragnione przeze mnie pirografy. Niewiele myśląc, ruszyłam w poniedziałek z samego rana do naszego pobliskiego Lidla. Niestety, towar już został wymieniony na nowy i nigdzie nie znalazłam szukanego produktu. Postanowiłam jednak, że się nie poddam. Zaczepiłam pracowniczkę sklepu i zapytałam, czy przypadkiem nie został im od wczoraj jakiś egzemplarz pirografu na magazynie. Trochę to trwało, ponieważ pani pracująca nie rozumiała słowa „pirograf”, jednak po dwukrotnej wizycie na zapleczu i upewnieniu się, co do przeznaczenia maszynki, przyniosła mi upragniony produkt. Byłam w siódmym niebie. Natychmiast przystąpiłam do testowania maszyny.


Już pierwsze wrażenie było kiepskie. Po uważnym wybraniu końcówki i jej zamocowaniu podłączyłam pirograf do prądu i czekałam, czekałam, czekałam… Nie mogłam się doczekać, aż pirograf się rozgrzeje na tyle, by „malowane ogniem” obrazy wyglądały zgodnie z moimi standardami. Wydawało mi się, że standardy nie mam zawyżone, ponieważ wyznaczał je siermiężny, radzieckiej produkcji pirograf, który rozgrzewał się w 10 (słownie i dosłownie: dziesięć!) sekund. Czekałam tak 5 minut modląc się nad lidlowskim pirografem, ręka mnie swędziała, aby zacząć wreszcie rysunek, a tu brzydko mówiąc- dupa! Gdy w końcu się rozgrzał, obrazek wydał mi się jakiś taki niemrawy. 


No dobrze, pomyślałam sobie, może to wina końcówki, źle może ją dobrałam, spróbujemy z inną. No tak, ale jak teraz wykręcić rozgrzaną do czerwoności końcówkę? Zatem znów czekałam, czekałam, czekałam… Myślałam, że będę czekać najwyżej tyle samo, ile czekałam na rozgrzanie się sprzętu, ale się pomyliłam. Czekałam dłużej i być może czekałabym do tej pory, gdyby nie to, że się zdenerwowałam, wzięłam szmatę i wykręciłam przez nią gorącą końcówkę. Drugi raz starannie wybrałam końcówkę, wkręciłam ją i znów zaczęłam czekać, aż się rozgrzeje. Tym razem poszłam zrobić sobie herbatę, aby czas oczekiwania szybciej zleciał. Namalowałam obrazek, spociłam się przy tym, jak ruda mysz przyciskając końcówkę do deseczki, ponieważ wciąż wydawało mi się, że temperatura jest zbyt niska. Obrazek znowu wyszedł niemrawy. 


Przeraziłam się, że wyszłam z wprawy. Wyciągnęłam zatem siermiężny pirograf produkcji radzieckiej i stworzyłam podobny do pierwszego obrazek i coś jeszcze.


Jak widać, wyszło całkiem nieźle, zatem z czystym sumieniem mogę winę za nieudane próby zrzucić na pirograf z Lidla, a nie na swoją amnezję.

Pirograf z Lidla, jak już ostygł, co znów trwało wieki, wrzuciłam na dno szuflady. Niech czeka lepszych czasów, bo może przyda się jeszcze do czegoś innego (podobno skórę można też zdobić wypalaniem, masę papierowa oraz wosk).

Reasumując: Pirograf z Lidla jest gadżetem, którego używanie wiąże się ze stratą czasu i frustracją co do efektu końcowego. Być może, po spędzeniu na ćwiczeniach więcej czasu, można przy jego pomocy wyczarować coś więcej, niż moje nędzne dzieła. Ja nie mam takiej potrzeby, ponieważ radziecki pirogragf daje mi to wszystko, czego oczekuję. Chciałam czegoś więcej, ale się przeliczyłam.

Pirograf z Lidla nie rozgrzewa się do takiej temperatury, jak radziecki. Ten ostatni wchodzi w drewno, jak w masło, podczas gdy lidlowskim trzeba nieźle naciskać, by uzyskać wzór. Radziecki pirograf błyskawicznie się rozgrzewa (ma w dodatku regulowaną temperaturę nagrzewania się końcówki) i nie trzeba czekać, aż ostygnie, ponieważ końcówka nie jest wymienialna. Po zakończonej pracy odkładam sprzęt i zajmuję się czymś innym, a on stygnie.

Ma jedną złą i jedną dobrą wiadomość.

Mam złą wiadomość dla tych, którym spodobało się „malowanie ogniem”. Radzieckie pirografy są raczej chyba nie do zdobycia. Pozostaje Wam zapomnieć o moich doświadczeniach i tej recenzji i oswoić pirograf z Lidla.

Mam dobrą wiadomość dla tych, którym spodobały się moje podstawki pod kubeczki z motywem konia lub różanym sercem. Są do wzięcia w candy. Przedmiotem candy jest komplet dwóch podstawek ze wzorem, który wybierze sobie zwycięzca. 


wzór róże

wzór koń

Warunkiem, który trzeba spełnić, jest dołączenie do obserwatorów tego bloga oraz wklejenie banerka z informacją o candy na swoim blogu.


Jeśli ktoś nie umie wkleić banerka, może być sam link do tego wpisu na blogu. Trzeba też oczywiście zadeklarować chęć wzięcia udziału w candy w komentarzu, i napisać, który wzór uczestnik candy wybierze, jeśli zostanie zwycięzcą.

Instrukcja do wkładania banerka na blogroll:

ściągnąć powyższe zdjęcie na swój dysk (spod prawego klawisza: zapisz grafikę jako..)
Na bloggerze wejść w: Projekt
Po lewej stronie wybrać: Układ
Kliknąć: dodaj gadżet
Wybrać: Zdjęcie
Załadować poprzez: wybierz plik zdjęcie z dysku. W miejscu na link wstawić link do tego candy. Tytuł i podpis według uznania.

Zapisy na candy trwają do 31 sierpnia, 1 września poznamy zwycięzcę.
Wysyłam podstawki również za granicę.
Serdecznie zapraszam do zabawy :-)


18 komentarzy:

  1. Banerek już umieszczony :) Teraz trzymam kciuki za to, że trafi mi się konik, a nawet dwa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm, wiem do kogo pijesz w tym spocie :)) Jak widać, nie wszystko, co produkcji ZSRR jest do bani. Też kiedyś myślałam o spórbowaniu pirografii, ale jak mówisz, że dobry sprzęt jest tak trudno osiągalny, to na razie daję sobie spokój. A Twoje prace baardzo miłe dla oka!!

    OdpowiedzUsuń
  3. A, i zapisuję się na candy! Wybieram serce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niewiele się różni od zwykłej lutownicy :)..teraz nowoczesne, nie znaczy że lepsze ;)..albo na 1 raz..mi się w pistolecie do kleju zaraz kabelek stopił, taki cieniutki dali..zależy ile Watów ma ten pirograf :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, to konstrukcja taka sama, jak w przypadku lutownicy.
      Pirograf z Lidla ma 30 Watów. Radziecki ile ma, nie mam bladego pojęcia, bo na pudełku nie napisali, a instrukcja nie zachowała się. Ma w każdym razie moc regulowaną.

      Usuń
    2. Jestem posiadaczem obydwu typów wypalarek i obie sobie chwalę.Radziecki posiada 22 waty.Do tego lidlowskiego dokupiłem gniazdkowy ściemniacz oświetlenia i jestem w stanie barzdzo dobrze wycieniować obrazek.Lidlowską wypalarkę używam już ponad cztery lata,radziecką około trzydziestu.Dla chcących dowiedzieć się czegoś więcej o pirografii zapraszam na forum o tej tematyce www.ogniemmalowane.fora.pl

      Usuń
  5. Obserwuję jako Govinda Wilczyńska

    Link do notki z candy na końcu najnowszego posta na moim blogu :)
    Pozdrawiam
    Govinda <3

    superphot.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze napisz, który wzór podstawek chciałabyś dostać w razie wygranej :-)

      Usuń
  6. Moim zdaniem podstawki wygladają dobrze chociaż ja nie znam sie i jetem laikiemw tym temacie.
    No i owczywiscie zgłaszam się do udziału w candy
    Obserwuje jako: Klaudia kowalczyk
    Banerek po lewej stronie na dole: http://apetycznykasek.blogspot.com/
    I wybieram wzrór róży

    Pozdrowionka i buziaczki :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgłaszam się
    Obserwuję jako: Alicja Gruca
    Baner: http://mojezdobycze.blogspot.com/
    Wybieram wzór z różą - jest naprawdę piękny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgłaszam się :D
    Obserwuję jako Pasja szarości
    Baner na blogu http://pasjaszarosci.blogspot.com/

    Gdybym wygrała.. chciałabym dostać wzór z koniem *

    OdpowiedzUsuń
  9. Chciałabym wziąć udział :) Wybieram wzór z różą :)
    Obserwuję jako Wildflower.
    http://sunflowers-wildflower.blogspot.com
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. super prace oczywiście sie zgłaszam a wiad prosze na e-mail diana.97@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Z przyjemnością ustawiam się w kolejce po takie wspaniałości:) Urzekły mnie Twoje prace, poniewać wyglądają niesamowicie:) Pirograf to dla mnie czarna magia, ale przyznaję, że efety jego zastosowania sa rewelacyjne:) Wybór jest trudny, ale pewnie zdecyduję sie na serce z różą:) Pozdrawiam gorąco i trzymam mocno kciuki:)
    http://fantazyjneupominki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Piszesz że do pirografi nie trzeba talentu. Fakt do wypalania prostych wzorów nie trzeba mieć tak samo jak do rysowania prostych rysunków ale żeby tworzyć tak piękne prace jak Dino Muardian, Julie Bender, Minisa Robinson, Michin Bouick to niewątpliwie trzeba mieć talent.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, to jest absolutna prawda. Ludzie utalentowani tworzą prawdziwe cuda.

      Usuń
  13. Witam. Jestem posiadaczem opisanego piragrafu z Lidla i nawet jestem zadowolony, jednak.. nic tak nie cieszy jak coś bardziej profesjonalnego.. dlatego postanowiłem sam sobie zrobić pirograf (aktualnie w budowie). Co do pirografi to jest to fajny sposób na zabicie czasu - jeśli ten czas się oczywiście ma. Zapraszam do siebie do kataegorii "pirografia" - może coś się spodoba :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przyjemnością, pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń