Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

wtorek, 3 września 2013

Zakupy w Biedronce. Świadomy wybór, czy konieczność?

Są tacy ludzie, którzy z jakiegoś sobie tylko znanego powodu (lans, snobizm?) nie przyznają się do robienia zakupów w Biedronce. Moim zdaniem trzeba mieć naprawdę konkretny powód, aby omijać ten, czy inny sklep szerokim łukiem, a nie kierować się jedynie tym, co ludzie powiedzą.


Kiedyś sama uważałam, że Biedronka to szczyt dziadostwa, ponieważ w czasach, kiedy ta sieć powstawała, rzeczywiście i obiektywnie można było tak o niej powiedzieć. Pamiętacie jak to wyglądało? Towar rzucony w kartonach na jakieś rusztowania, a nie na półki, sklepy ciasne, tłok nieziemski. Omijałam Biedronkę z daleka, a kiedy już zdarzyło mi się tam zajść, dostawałam nerwicy i miałam dosyć na długie miesiące. W końcu przestałam tam bywać na stałe. Zakupy robiłam w miejscowych sklepikach, głownie w sieci sklepów lokalnego bonza. Raz w miesiącu jeździliśmy do Jeleniej Góry do Tesco po zakupy hurtowe. Drogo to wszystko nam wypadało.

Pewnego dnia rozpętała się w mediach wokół Biedronki prawdziwa burza. Śledziłam tę sprawę z zainteresowaniem. Okazało się, że w Biedronce na porządku dziennym było łamanie praw pracowników. Nagonka, jaką na Biedronkę, całkiem słusznie, zrobiła stacja TVN mogła doprowadzić sieć albo do całkowitego bankructwa, albo do ogarnięcia się. Szczerze mówiąc, jako urodzona pesymistka, spodziewałam się hucznego i z fajerwerkami upadku, tymczasem życie kolejny raz zaskoczyło mnie na plus. Biedronka powstała niczym Feniks z popiołów. Nie zauważyłam tej ewolucji, ponieważ od dawna nie przekraczałam progu tego sklepu.

Pewnego dnia, w najbliższym nam miasteczku, wybudowano Biedronkę. Weszłam z ciekawości, bo już kilka lat nie widziałam od wewnątrz sklepu tej sieci i doznałam pozytywnego szoku. Sklep obszerny, towar na półkach, dziewczyny miłe i uśmiechnięte. Od znajomej, która dostała propozycję pracy w Biedronce na kasie, dowiedziałam się, że pracownicy mają bardzo korzystny socjal. Wyglądało na to, że Biedronka się ucywilizowała i ogarnęła po tym łomocie, jaki sprawiły jej media. Zaczęła być bardzo konkurencyjną dla innych sieci. I ja zatem zaczęłam tam bywać, ponieważ nagle okazało się, że Tesco nie ma mi już nic do zaoferowania zarówno jeśli chodzi o jakość towaru, jak i o ceny.

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy to był fakt, że pod frazą wyprodukowano dla Biedronki kryją się niekiedy uznane marki. Towar ten był tańszy, niż w innych sklepach, ale jakością niewiele ustępował (jeśli w ogóle) markowym produktom. Nabywałam więc sery uznanych firm, a obecnie również i wędliny (jeśli muszę, bo zazwyczaj robię własne). Po to, co jest produktem przetworzonym nie sięgam przypadkowo. Mój wybór to wypadkowa marki, ceny, ale oczywiście na pierwszym miejscu jest smak. Dziś już mam kilka swoich ulubionych produktów, które mogę kupić tylko i wyłącznie w Biedronce. Niestety, niechlubną praktyką jest co pewien czas znikanie niektórych moich ulubionych produktów z asortymentu. To niby normalne, ale ja się przyzwyczajam do smaków.

Całe to zamieszanie dookoła Biedronki spowodowało nie tylko reorganizację tej sieci. Nagle okazało się, że Biedronka odciągnęła ludzi od innych marketów, które z kolei zmuszone były do zrobienia swojego rachunku sumienia. Wszystkim nam wyszło to na dobre.

Wiem, co powiecie. Markety z tańszą żywnością doprowadzają do upadku małe sklepiki osiedlowe. Cóż, takie są prawa rynku. Owszem, byłoby mi przykro, gdyby pani Ania z żelaźniaka, lub pan Rysiek z warzywnego poszli na bruk, ale ani pani Ania, ani tym bardziej pan Rysiek nie zapłacą naszych kredytów, czy długów. Nie chodzi o fakt, że nie zależy mi na losie nieszczęśnych małych sklepikarzy, lecz przede wszystkim zobowiązana jestem pilnować swojego portela.

Prócz kilku ulubionych produktów, dostępnych jedynie w Biedronce, kupuję tam najprostszą nieprzetworzoną żywność. Nie zwracam wtedy nawet uwagi na markę, kieruję się ceną. W mące bowiem ma znajdować się tylko i wyłacznie mąka, w cukrze cukier, w kaszy kasza, a mleko ma mieć tyle tłuszczu, ile oznaczono na pudełku.




Presja niektórych środowisk powoduje, że postrzega się kupujących w Biedronce jako biedaków, a to obniża samoocenę i powoduje różnego rodzaju frustracje. Cóż, wolę żyć bez długów czy kredytów robiąc zakupy w Biedronce, niż lansować się na bogacza z pustym portfelem. Swoją wartość znam i nie zwracam uwagi na to, co powiedzą ludzie. A za zaoszczędzone złotówki sprawię sobie jakąś małą przyjemność :-)

Mam takie marzenie, żeby móc pozwolić sobie kiedyś na kupowanie żywności, ubrań i innych rzeczy jedynie u lokalnych producentów. Niestety, w obecnej sytuacji w kraju jest to niemożliwe. Po pierwsze, system wykończył już większą część lokalnych producenów, posłał ich na bruk, a niszę po nich wypełniło śmieciowe jedzenie dostępne zarówno w markecie typu Biedronka, jak i w małych osiedlowych spożywczych sklepikach. Aby móc pozwolić sobie na tradycyjnie wytwarzaną żywności, z wszelkimi certyfikatami, trzeba być krezusem lub prowadzić samowystarczalne gospodarstwo, co również jest w dzisiejszych czasach utopią. Co z tego, że wyprodukujesz sobie sam żywność, uszyjesz ubrania, skoro trzeba zarobić pieniądze na podatki i opłaty? Nie ma po prostu na to czasu! 
Póki nie stać mnie na certyfikowaną, tradycyjnie wytwarzaną żywność, nie widzę problemu, aby w produkty podstawowe zaopatrywać się w Biedronce, a nie w sklepikach, które ten sam towar oferują mi po cenie o 1/3 wyższej. Jest to zarówno mój świadomy wybór, jak i konieczność w sytuacji, kiedy, dzięki polityce naszego państwa, nie mam możliwości bezpośrednio dotrzeć do baby z mlekiem, serem i jajami i do chłopa z ćwiartką śwniniaka. W okolicy, w której obecnie mieszkam, takich bab i takich chłopów już nie ma. 

14 komentarzy:

  1. Nie mam kompleksów jesli chodzi o kupowanie w dyskontach. Zreszta nie wiem, czy obecną Biedronkę mozna jeszcze tak nazywać. Bo maja naprawdę sporo pierwszorzędnych produktów. Oliwki - wyłacznie Lidl albo Biedronka, pomidory w puszkach ( jak już zuzyjemy nasze przeciery, których ZAWSZE zrobię za mało, ile by nie było )- najlepsze w Biedronce, salami i szynka serrano - bezkonkurencyjne, ser stary older - genialny. Mogłabym tak jeszcze dłuuugo.
    Pozdrawiam serdecznie
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja, mówiąc szczerze, mam trochę wyrzutów sumienia, bo naprawdę marzę o tradycyjnie wytwarzanych wędlinach i nabiale kupowanym prosto z rąk producenta, ale póki się nie da, to pozostaje wyszukiwać właśnie tego typu perełek :-) Na pewno będę na przyszłość tak się starać ogarnąć (ale to już w nowym miejscu zamieszkania, gdzie warunki i producenci będą), aby w w większości, na tyle, ile się da, bazować na "slow food".

      Usuń
    2. Ja też mam lekki wyrzut sumienia, ale nie wiem ile trzeba by zarabiać, żeby kupować tradycyjnie wytwarzane sery ( trochę robię sama, ale czasu mało ), wędliny itd. A wszystkiego sama nie zrobisz, bo pracować jednakowoż trzeba. Tak więc kończy się na Biedronce...
      A.

      Usuń
  2. Moje doświadczenia z Biedronką są identyczne jak Twoje. Teraz (oprócz marketów) robię tam zakupy - a mam słabość do orzeszków akardo ale bez soli (solone są gorsze).
    A w ogóle to zgorzeleckie markety macie bliżej niż Tesco w Jeleniej...

    A'propos chleba własnego wypieku (tekst poniżej) to najlepszy jest na zakwasie i z piekarnika - a nie z machiny lidlowej ;) My sami pieczemy takowy :) A machina chlebowa produkcji czeskiej czeka na klienta , bo nam zbędna.

    Zaglądam tu czasem i doszedłem do wniosku , że w końcu się wypowiem :)

    btw - zamek Rajsko to pewnie blisko Was? Bo do Wikipedii muszę go kiedyś sfocić :)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie :-) Bardzo się cieszę, że zaglądasz i że zechciałeś wziąć udział w dyskusji.
      Odległości od nas do Jeleniej Góry i w drugą stronę do Zgorzelca są porównywalne (z geoportalu wyszło mi 31 km do Jeleniej i 3 km więcej do Zgorzelca). Nie wiem, czemu mentalnie jest mi bliżej do tej Jeleniej. Zgadzam się, że czas najwyższy spenetrować co ma nam do zaoferowania Zgorzelec, bo jestem coraz bardziej rozczarowana zakupami w Jeleniej Górze.

      Co do wypieku, to nie widzę specjalnej różnicy między wypiekiem maszynowym, a piekarnikiem, bo zasada ta sama :-) Maszyna miesza mi ciasto, to jest jej zasadniczy plus, bo nie cierpię miętosić ciasta w rękach. Jak mam ochotę na coś specjalnego, piekę chleb w tradycyjnym piecu chlebowym :-) Wtedy też ciasto miętosi albo maszyna, albo Chłop :-)

      Zamek Rajsko jest w naszej wsi. Nie bardzo wiem, co się tam obecnie dzieje w kwestii remontu, ale słyszałam, że nie wpuszczają na teren ludzi. I tyle jeśli chodzi o temat dostepności zabytków sprzedanych w nieżyczliwe, a pazerne ręce biznesmenów :-(

      Usuń
    2. Za Jelenią przemawia bardziej atrakcyjna widokowo trasa (to raczej z fotela pasażera) , za Zgorzelcem zaś prostsza i lepsza droga (to plus dla kierowcy). Nie żebym Cię namawiał na wizyty w zgorzeleckich marketach ale są akurat od Twojej strony na wjeździe do miasta (co zapewnie wiesz). Real faktycznie ciekawy nie jest - ale Carrefour wart polecenia :)

      Miętoszenie ciasta (też mi często przypada) atrakcyjne nie jest - w naszym przypadku za piekarnikiem przemawia ilość bochenków. Są wtedy 3, a nie 1 z maszyny.

      Zajadę kiedyś - bo wstyd przyznać ale znam ten zamek tylko z nazwy... Odwiedzę też wtedy Wasze muzeum :)

      PS. Chusteczki Dada kupuję czasem - ale do wycierania...butów lub brudnych rąk. Czas właściwego ich używania mam za sobą ;)

      Usuń
    3. Serdecznie zapraszamy, mam nadzieję, że do końca września ogarniemy się z ekspozycją :-)
      Chusteczki Dada są bardzo uniwersalne w użyciu. Używam ich od przetarcia z kurzu mebla czy sprzętu, po czyszczenie uszu psom :-)

      Usuń
    4. I jeszcze jedno- mam taką filozofię, że jeśli coś nadaje się dla niemowląt, czy dzieci, tym bardziej nadaje się dla dorosłego, czy psa. Dlatego nie mam oporów używać niektórych produktów niekoniecznie zgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem :-)

      Usuń
  3. Ja też pamiętam koszmar Biedronki z początków jej istnienia, a teraz ...? Panie, nie ma totamto. Frykasy. I ceny trzymają "na poziomie", że tak powiem. A pieluchy i chusteczki "Dada" - jak dla mnie the best, Pampers przy tym to prawdziwa Bieda :)
    A poza tym. Co wejdę do Tesco, Reala, Carrefour'a to oczy robię coraz większe na ceny coraz wyższe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiscie, sporo produktów ulubionych moich i czytelników się powtarza. Też kupuję chusteczki Dada. Ostatnio byłam w Realu, to wyszłam zniesmaczona. Nie znalazłam tam nic atrakcyjnego.

      Usuń
  4. Też mam produkty, które kupuję w Biedronce, świetną oliwę, bardzo ekonomiczne płyny do zmywania w postaci balsamu, no i karmę w puszkach dla psa, od lat na tym jedziemy i pies się ma znakomicie, a cena bardzo konkurencyjna w porównaniu z innymi popularnymi markami. Do wędlin jakoś się nie mogę przekonać, natomiast zawsze tam kupuję świeżuteńkie i chude mięso mielone. Dobrze, że napisałyście o tych chusteczkach Dada, wypróbuję:))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się zdarza kupić wędliny- salami na ten przykład. Zauważyłam, że Biedronki w poszczególnych miejscowościach (oddalonych od siebie) mają różnych dostawców niektórych produktów. Bardzo mi smakują udka wędzone w naszej okolicy, natomiast pod Krakowem były fatalne i niesmaczne.

      Usuń
  5. To chyba jednak nie do końca tak różowo.

    Również robię zakupy w Biedronce, ale kilka min się trafiło i te niby markowe omijam z daleka: herbata Lipton - zakupiona w Biedronce jest słaba i smakuje sianem; piwo desperados - kto pił ten wie, jak potrafi szybko zaszumieć w głowie - pod warunkiem, że mowa o "niebiedronkowej" wersji, bo ta nawet po wypiciu 2 butelek powoduje co najwyżej konieczność skorzystania z toalety. Ale czekolady Wawelu jak najbardziej. Tygrysie krewetki - za każdym razem. Tuńczyk w sosie własnym - a i owszem. Mleko świeże - również. Serki homo- nareszcie nie o smaku wanilii a z wanilią - jak najbardziej. O i zepsuł się olej : duży, w szklanej butli - ostatnio zakupiony jest jakby zaprawiony wodą - strzela na patelni i szybko się dymi :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z produktów przez Ciebie wymienionych kupuję jedynie mleko i serki homogenizowane i faktycznie nie narzekam na ich jakość. Olej w szklanej butelce to tylko z oliwek i używam go jedynie do sałatek, nigdy do smażenia. Kiedyś mówiono nam, że oliwa z oliwek nie nadaje się do smażenia, co chyba jest bzdurą, ponieważ Europa południowa właśnie na niej smaży wszystko :-) Muszę spróbować, choć to wciąż zbyt drogo by wyszło, jakna moją kieszeń. W każdym razie na oleje słonecznikowe czy rzepakowe z Biedronki nie narzekam.
      Miło, że wpadłaś, pozdrawiam serdecznie :-)

      Usuń