Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

niedziela, 1 września 2013

Zakupy w Bolesławcu oraz wyniki candy.

W zeszły weekend miałam ogromną, przyjemność kolejny już raz, odwiedzić jedno z ciekawszych miast naszego regionu- Bolesławiec. To miasto jest naszą dolnośląską perełką, z której możemy być dumni. Stanowi doskonały przykład tego, jak można rozwijać się dzięki marce. Do Bolesławca wpadłam na chwilę zwabiona dorocznym świętem ceramiki. Tym razem celem moim nie było jedynie ucieszenie oczu feerią barw, ale miałam też w planach małe zakupy.

Zakupiony przeze mnie ceramiczny litrowy pojemnik

Mój gust dotyczący ceramiki z czasem ewoluował. Jeszcze kilka lat temu uważałam, że ceramika bolesławiecka jest jak na mój mroczny, monochromatyczny gust zbyt kolorowa i zbyt krzykliwa. Na szczęście poglądy te zweryfikował czas.

Początki tradycji związanej z garncarstwem w okolicach Bolesławca sięgają XVII wieku. Chodzi tu oczywiście o tradycje, które kontynuowane są po dzień dzisiejszy, w pradziejach bowiem każda rodzina posiadała umiejętność  tworzenia naczyń glinianych na własny użytek. Ceramika bolesławiecka jest wyjątkowa ze względu na swoją tradycyjną kolorystykę oraz motyw stempelka. Nie ma takiej drugiej na świecie. Współczesna kompozycja barwy i motywów zawsze, mniej lub bardziej nawiązuje do tradycji. Mnie osobiście urzeka najbardziej kobaltowy odcień niebieskiego koloru. Soli kobaltu (błękit i zieleń kobaltowa) używa się od początku XVIII wieku jako barwników do zdobienia ceramiki i malowania obrazów. Najciekawsze w tym wszystkim to, że kobalt wydobywany był w naszej najbliższej okolicy. Kopalnie kruszców funkcjonowały w okolicach Gór Izerskich już od XV-XVI wieku. Początkowo kobalt nie wzbudzał zainteresowania. Nazywany był też pogardliwie fałszywym żelazem z uwagi na swój srebrzysty, metaliczny kolor. Dopiero ponownie odkryte na przełomie XVII/XVII wieku sole kobaltu zmieszane z cynkiem (również pozyskiwanym w niedalekich kopalniach) pozwoliły na wykorzystanie tego pierwiastka do celów artystycznych. Napisałam „ponownie odkryte” gdyż już w czasach Celtów, których osiągnięcia cywilizacyjne zostały zapomniane na kilkaset lat, wytwarzano piękne ozdobne szklane bransolety o intensywnym niebieskim kolorze, barwione właśnie solami kobaltu.

Fragment bransolety celtyckiej ze szkła kobaltowego. 


Wróćmy jednak do dnia dzisiejszego. Z Bolesławca przywiozłam litrowy pojemnik, który zakupiłam, aby trzymać w nim sól, a Chłop wybrał sobie śliczny półlitrowy kubek, na którym przedstawiono sikorkę. Zdradzę Wam tajemnicę, że Chłop uwielbia wszelkie ptactwo. Trudno było się zatem oprzeć temu motywowi :-)


Ceramika bolesławiecka, ta oryginalna (zdarzyło mi się kupić we Wrocławiu tanią, lichą podróbkę), o wysokiej jakości i staranności wykonania jest droga. Cena jednak jest uwiarygodniona jakością. Każde naczynie robi się i zdobi ręcznie.  Przedmioty są numerowane a na denkach widnieje nazwisko artysty. Naczynia te maja wartość nie tylko użytkową ale i kolekcjonerską.


Jestem osobą, która bardzo liczy się z wydatkami, ponieważ mamy skromne dochody. Dojrzałam jednak do tego, aby cenić jakość i docenić polską, dobrą markę. Jeśli przyjdzie mi się wyprowadzić z miejsca, które obecnie zamieszkujemy, nie wyjadę bez bolesławieckiego garnituru do kawy, a może i serwisu obiadowego.

Kolejny raz wykorzystałam ceramikę bolesławiecką na potrzeby candy. Do ślicznego, nowo nabytego kubka wsadziłam karteczki z osobami, które zgłosiły chęć uczestnictwa w mojej rozdawajcie. Pomieszałam i wylosowałam:



Zatem "cukiereczki" pojadą do Kasi ;-) 
Serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom za wzięcie udziału w mojej zabawie, a Kasi gratuluję i czekam na maila na adres do wysyłki.



11 komentarzy:

  1. Czyżby chodziło o mnie? Serioo?? Cieszę się jak głupia do sera :)) To już moje drugie wygrane candy, dobra passa i te sprawy ;) Dziękuję !!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje! Dzięki za zabawę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję zwyciężczyni! A Bolesławiec lubię, bardzo lubię:-)))
    Pozdrawiam
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam ceramikę, ta z Bolesławca jakoś zawsze bardziej podobała mi się niż z Włocławka. Mi marzy się taka zawieszka z małą kieszonką jakby na wodę albo sól ale nie mogę przyuważyć i zdobyć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje dla Kachy:)
    Życzę Ci Riannon, aby wymarzony zestaw jak najszybciej stał się twoja własnością i cieszył oko:)

    OdpowiedzUsuń
  6. W przyszłym roku zapraszam do Zgorzelca na Jakuby (święto starego miasta) - są w tym samym czasie do święto w Bolesławcu. Ma tę przewagę , że świętuje też Goerlitz. A ceramika bolesławiecka też tu bywa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam na Jakubach w zeszłym roku. Staram się jakoś pogodzić lokalne imprezy :-) W Goerlitz jest takie jedno święto, którego staram się nie przepuszczać- dzień otwartych zabytków. W tym roku wypada w najbliższą niedzielę i mnie tam nie zabraknie :-)

      Usuń
  7. No akurat tę niedzielę wyjazdową mam...
    Zazwyczaj tego rodzaju imprez nie przepuszczam - ale to biba urodzinowa będzie ;)

    OdpowiedzUsuń