Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

sobota, 21 grudnia 2013

Głosem karpia

Zbliża się Wigilia, kiedy ponoć zwierzęta przemawiają do nas ludzkim głosem, w związku z tym ja dziś, na pięć minut przed Wigilią Bożego Narodzenia, postanowiłam porozmawiać głosem karpia.
Tradycja jest ważna i stanowi podstawę naszych dzisiejszych działań, ale powiedzmy to sobie szczerze, niektóre zwyczaje powinny pójść wreszcie do lamusa.
Jesteśmy już od jakiegoś czasu edukowani w kampaniach społecznych, że zwierzęta mają takie same odczucia, kiedy sprawia się im ból i podobnie jak my, odczuwają stres. Wraz z rybami należymy do podtypu kręgowców, których układ nerwowy zbudowany jest w podobny sposób. Ewolucja stworzyła nas takimi, że niektóre zwierzęta zjadamy, co oczywiście wiąże się z ich zabijaniem. Jednak to od nas-ludzi zależy, w jaki sposób się to odbywa i ile cierpienia sprawiamy przy tym zjadanemu zwierzęciu.

Zawsze przez całe lata się zastanawiałam, dlaczego nie można kupić karpia normalnie w sklepie, wypatroszonego i martwego, jak makrela, czy inny łosoś? Co to za dziwna tradycja, która zmuszała nas przez dziesiątki lat do dokonywania rytualnych mordów przed świętem Bożego Narodzenia? Denerwowało mnie to, ponieważ wszyscy w rodzinie, prócz mnie, bardzo lubią karpia i nie wyobrażają sobie bez niego Wigilii. Gdyby nie ten fakt, dawno podarowałabym sobie karpie na święta. Teraz mamy już na szczęście wybór i możemy kupić oraz przyrządzić karpia w sposób cywilizowany, ale jeszcze kilka lat temu było to niemal niemożliwe.


Większość z nas pamięta jeszcze czasy, kiedy po karpia stało się w kolejce kilka godzin, a potem przez kilka dni pływały one w wannie. Akurat to, że nie można było się w tym czasie kąpać, dla dziecka, jakim byłam, nie stanowiło żadnego dyskomfortu. Problem zaczynał się wtedy, kiedy dziecko siedziało w tej łazience przez kilka dni, karpie miały już swoje imiona, a potem to dziecko patrzyło, jak tatuś mało wprawnie owe mocno już ulokowane w sercu dziecka karpie morduje. Tatuś przeżywał nie mniejszą traumę. Do zabijania kompletnie nie miał chęci ni powołania, ale presja społeczna, jakiej był poddawany (jak to mężczyzna nie chce/umie zabijać?!) powodowała różnego rodzaju dramatyczne sceny. Stres i setka na wzmocnienie przed „rytualnym mordem” działały na niekorzyść karpia. Fakt, że karp jest mocną i wytrzymałą rybą powodował, że zanim trafił na talerz, grał główną tragiczną rolę w krwawej i długo trwającej jatce.

Myślę, że moja rodzina nie była wyjątkowa, a sceny tu opisywane rozgrywały się w wielu domach w tamtych czasach. Być może tak jest i do dziś.
Od jakiegoś czasu, sprzedawcy karpi okazjonalnie zgadzają się zabić lub ogłuszyć rybę przy jej sprzedaży. Nie zawsze przebiega to w sposób cywilizowany. Całkiem niedawno, może dwa, trzy lata temu obserwowaliśmy prawdziwe igrzyska pod Biedronką, kiedy tłum złożony również z małoletnich dzieci, nie tylko obserwował, ale i dopingował sprzedawcę uzbrojonego w młotek. Nigdy nie wiadomo, jaka scenka przeżyta w dzieciństwie popchnie dziecko na tę, czy inną drogę. Być może któreś z tych małoletnich za dziesięć lat przećwiczy tę scenkę z siekierą i mamusią w roli głównej?

źródło zdjęcia ze strony: 
www.guardian.co.uk/travel/2011/dec/19/travelfoodanddrink-food-and-drink

Staram się nie popadać w ekstremizmy i nie uderzać w moralizatorski ton. Jeżeli ktoś lubi świeżo i własnoręcznie zabitego karpia, powinien mieć do takiego dostęp. Oczywiście, powinien też umieć zabić go w sposób fachowy i humanitarny. Sprzedający mieliby obowiązek zapewnienia rybom nieco lepszych warunków niż obecnie, kiedy taka sprzedaż odbywa się jeszcze na masową skalę. Cała reszta ludzi, a jest ich zdecydowana większość, zadowoli się sprawioną i przygotowaną do usmażenia rybą, jeśli tylko zapewni się jej dostawę, bo popyt na ten towar jest i to ogromny.

Przy temacie świątecznej rybki chciałam złożyć czytelnikom życzenia:

Spokojnych i radosnych Świąt spędzonych w miłej rodzinnej atmosferze oraz zdrowego stylu życia przez okrągły rok.  
No i oczywiście szampańskiego przejścia w Nowy Rok :-)