Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

niedziela, 2 lutego 2014

Markowe ciuchy za grosze.


To, że mieszkam na wsi, w zasadzie na odludziu i czasem tygodniami (zwłaszcza zimą) nie widzi mnie nikt, poza moim własnym Chłopem, nie oznacza, że chodzę zaniedbana. Schludny wygląd, stylowa garderoba jest oznaką szacunku dla samego siebie oraz swojego otoczenia. Często ludzie, którzy złapali już męża czy żonę nie widzą potrzeby starania się i inwestowania w samych siebie. Jest to wielki błąd, który może skończyć się nawet rozpadem związku. Mąż ogląda się bowiem za innymi zadbanymi kobietami, a kobieta, która ma na wyposażeniu niechlujnego męża, łatwo da się złowić wypachnionemu przystojniakowi.

Na wsi, wiadomo, pieniądze raz są, a raz ich nie ma. Ubrania stanowią jedną z ostatnich pozycji  w domowym budżecie. Nie jest sztuką schludnie i ciekawie się ubrać, kiedy mamy zasobny portel. Sztuką jest upolować oryginalny ciuch za kilka złotych i wyglądać, jak milion dolarów.

Kiedyś okazję do tego dawały ponoć lumpeksy. Ze zdumieniem czytałam, jak to styliści szukają okazji w tego typu przybytkach. Powiem szczerze, ja nigdy takiej okazji nie znalazłam, ale też nie dałam za bardzo lumpeksom szansy, ponieważ nie byłam ich fanką. Po pierwsze, inni byli szybsi w znajdywaniu okazji, po drugie brzydziłam się grzebać w stertach ciuchów woniejących środkiem dezynfekującym. Zapaszek naftaliny i brudnej bielizny unosił się po całym sklepie skutecznie zniechęcając mnie do zakupów.

Od kilku lat, w większych miastach, pojawiły się outlety. Są to sklepy, do których trafiają końcówki serii zarówno ubrań, butów, jak i akcesoriów znanych firm i uznanych marek. Głównie chodzi o to, aby zrobić sobie miejsce w magazynach na nową kolekcję.

Kupowanie markowych rzeczy nie do końca jest przejawem snobizmu. Nie chodzi tutaj o paradowanie z metką na wierzchu. Chodzi o to, że markowe rzeczy mają nieporównywalnie lepszą jakość i dłuższą żywotność. Przekonałam się o tym kupując jakieś 5 lat temu markowe sportowe buty za 39 zł.  Te same buty w firmowym sklepie kosztowały kilka miesięcy wcześniej 300 złotych. Akurat ten model przestał być modny, co mnie oczywiście mało obchodziło. Modę bowiem pojmuję na swój sposób. Buty dotrwałyby do dziś w nienaruszonym stanie, ale pewnej wiosny wyskoczyłam spontanicznie do palących się blisko mojego domu suchych traw i zadeptywałam nimi ogień. Nie było czasu na zmianę obuwia. Buty no-name, kupione w zwykłym obuwniczym za tę samą cenę, żyją u mnie jeden sezon i to bez gaszenia nimi pożarów.

Pierwszym, jak mi się wydaje outletem, otwartym we Wrocławiu, było Factory. Sporym minusem jest położenie tego sklepu w kompleksie handlowym niemal poza miastem, niedaleko lotniska. Z centrum w okolice lotniska jeździł wówczas jeden autobus (nie wiem, jak to dziś wygląda) i to co pół godziny. Jechało się długo wąskimi, zakorkowanymi ulicami. Przynajmniej raz w roku, przy okazji wizyt we Wrocławiu, jeden dzień przeznaczałam na bieganie po Factory z dawno nie widzianą przyjaciółką. Tam polowałyśmy na ciekawe ubrania znanych "sieciówek", które kosztowały od 10 do 50 zł. Były oczywiście też droższe ciuchy, ale na te nie zwracałyśmy uwagi.

Jeśli ktoś ma swój styl (ja preferuję fantazję na temat stylu rockowego i militarnego) to przy zakupie ubrań nie kieruje się modą sezonową pokazywaną w kolorowych magazynach, tylko wyszukuje rzeczy, które odzwierciedlają jego osobowość. Takie markowe ubrania wysokiej jakości mogę nosić latami. Żeby było jasne, nie mówię tutaj o ciuchach od wielkich kreatorów za tysiące, ale raczej o warte kilkaset złotych ubrania ze znanych "sieciówek", np. Marks&Spencer, czy Zara. W Factory kupowało się je za kilkadziesiąt złotych.

Minęło kilka kolejnych lat i dzisiaj we Wrocławiu pojawiła się inna alternatywa. W centrum miasta powstały sklepy, może nie aż tak eleganckie, jak galerie w Factory, jednak jeszcze tańsze i z ciekawszymi okazjami. Obecnie, kiedy jestem we Wrocławiu, mogę wejść do kilku outletów, aby tam zakupić za uwaga... nawet 5 zł, a czasem i za 3 zł markowy fajny ciuch.

przy okazji przygotowywania tego wpisu
zauważyłam, że jako roboczych spodni używam 
River Island, które nabyłam za grosze.

Jak to działa? Otóż  w dniu, kiedy jest dostawa, ubrania sprzedawane są za określoną cenę, zazwyczaj jest to kilkadziesiąt zł. Drugiego dnia cena spada o 30 proc, trzeciego dnia płaci się 50 proc wyjściowej kwoty. A potem jest już bardzo pięknie. W następne dni, tuż przed nową dostawą towarów, sklep wyprzedaje to, co pozostało za 5 zł, a ostatniego dnia za 3 zł. Sklepów jest kilka, być może tworzą jedną sieć. Niezależnie od tego, kiedy jestem we Wrocławiu, w którymś z położonych w centrum outletów akurat trwa wyprzedaż towaru. W każdym sklepie dostawa ma miejsce innego dnia.

Znam jeszcze jeden outlet, który rządzi się innymi zasadami. Znajduje się niby w centrum miasta, ale jest nieco schowany i jedynie wtajemniczeni o nim wiedzą. Pozwólcie, że zachowam dla siebie jego lokalizację. Ceny są tam niezmienne, ale bardzo niskie. To tam wyszukuję najlepszych okazji. Teraz spodnie River Island nie kupuję już w Factory za 40, ale za kilkanaście, a czasem i za 8 zł.

Niekiedy i u mnie, w pobliskim miasteczku, można trafić na nie lada okazję. Jakiś czas temu znalazłam w outlecie na wieszaku cudny aksamitny żakiet atmosphere, który łączy w sobie moje ulubione style. Sama nie wiem, czy jest bardziej rockowy, czy militarny. Znałam go z katalogu i nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Żakiet wart 200 zł kupiłam za 20 zł tylko dlatego, że miał uszkodzone w transporcie guziki. Guziki wymieniłam, nadając tym samym ciuchowi nową, inną jakość.



Zdradzę Wam jeszcze, że guzików jest 24, każdy kosztował złotówkę. Koszt guzików zatem wyszedł większy niż żakietu. Mimo to, warto było. Z tym ciuchem, jak i z kilkoma innymi długo się nie rozstanę.