Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Dzień Otwartych Ogrodów Giebułtów 2014.

Pamiętam Giebułtów sprzed 10 lat. Była to jedna z tych podizerskich wiosek, które ostatnie lata świetności przeżywały przed rokiem 1945. Nigdy więcej nie czułam potrzeby ponownej tam wizyty. Lata jednak mijały, kraj na naszych oczach zmieniał się, wioski piękniały. Ludzie zaczęli brać sprawy w swoje ręce. Ich praca dookoła własnych domów została doceniona. Lokalne towarzyszenie „O nas z nami” wraz z innymi partnerami zorganizowało 17 .08.2014 w ramach programu „Odnowa Wsi Dolnośląskiej” Dzień Otwartych Ogrodów.




Szczęśliwie się złożyło, że tydzień wcześniej na warsztatach serowarskich poznałam blogerkę Rezedę, która zawodowo i z zamiłowania związana jest z projektowaniem ogrodów. Porozmawiałyśmy sobie luźno na temat mojego przyszłego obowiązku zaopiekowania się zabytkowym ogrodem i parkiem we dworze na Woli Zręczyckiej. Jako, że jestem kompletną ignorantką jeśli chodzi o rośliny i ogród, Rezeda zaproponowała, że chętnie mi podpowie, jakie kwiaty powinny znaleźć się w stylizowanym na romantyczny ogrodzie. Tak od słowa do słowa, zgadałyśmy się, że wybieramy się na Dzień Otwartych Ogrodów. To świetnie- pomyślałam. Ciekawiej będzie zobaczyć ogrody z fachowcem. Od razu powie, czego nie powinno być, gdzie są błędy, lub czyje pomysły są godne naśladowania. Nawet Chłop napalił się na tę imprezę, widocznie bardzo przejął się naszymi przyszłymi obowiązkami, co mnie ogromnie cieszy.

Spotkaliśmy się zatem 17 sierpnia z Rezedą w Giebułtowie i ruszyliśmy na obchód ogrodów.
I tu muszę się przyznać, że byłam niezwykle mile zaskoczona. Nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać, lecz widocznie rzeczywistość i tak przerosła moje oczekiwania. Ogrody były piękne, ale najpiękniejsi w tym wszystkim byli ich twórcy. Pasja i zaangażowanie, duma, a czasem niepewność i nieśmiałość, która towarzyszyła osobom oprowadzającym nas po posesjach wybijały się na pierwsze miejsce. Kolorowe ogrody, pełne kwiatów, krzewów, zachwycały, lecz niemniejsze wrażenie robili ich twórcy.





Rezeda wydała mi się purystką, jeśli chodzi o styl ogrodów. Stanowczo sprzeciwia się naśladowaniu miejskiego stylu przez mieszkańców wsi i wprowadzanie do ogrodu iglaków typu tuja, czy jałowiec stylizowany na bonsai. Nawet jej poglądy zbladły w obliczu radości i pasji którą wykazywali twórcy ogrodów, choć nie stronili od iglastych ozdobników. Prawda jest taka, że mieszkańcy wsi jak świat stary, zawsze naśladowali miejski styl nie tylko dotyczący obejścia dookoła domu. W przypadku ogrodów giebułtowskich, spory odsetek ich twórców to osiedleńcy z miasta. 




Tego dnia odwiedziliśmy z Chłopem wszystkie zgłoszone do prezentacji ogrody. Chciałam wybrać taki, który podobał mi się najbardziej, ale nie umiem tego zrobić. W jednym z ogrodów jego właścicielka nieśmiało rzekła, że jej ogród jest chyba najbrzydszym z prezentowanych. Stanowczo zaprzeczyłam. Nie było brzydkich ogrodów, każdy był inny.

W drugim ogrodzie nie oparliśmy się zaproszeniu na herbatę z samowara. Zostaliśmy posadzeni przy ogrodowym stoliku i ugoszczeni ciastem. Przy okazji podziwialiśmy zmyślną architekturę ogrodową.




Dwie dziewczynki ślicznie grały na instrumentach muzykę dawną, ale jakoś mijaliśmy się z nimi:


Chłop przekonał się na własne oczy, że w Polsce może rosnąć bambus. Nie wierzył mi do tej pory.


Co to jest? Jest ładne, podobne do bukszpanu i nie ma kolców. Chciałabym sobie to sprawić:


Niektóre ogrody zamieszkane były przez stwory rzadko występujące już na polskiej wsi:



Wróciliśmy do domu niezwykle podbudowani i naładowani dobrą energią. Tym ludziom, dzięki ich pasji i zaangażowaniu się udało. To co, nam się nie uda? :-)

Wszystkie zdjęcia zrobione podczas Dnia Otwartych Ogrodów znajdują się

11 komentarzy:

  1. Wiesz, myślę sobie, że jeśli ktoś ma pasję to niech sobie robi w ogrodzie, co mu się podoba. To jego ogród i jemu ma się podobać. Ja tam lubię iglaki, bez przesady, ale tak. Lubię też kolory. Też jestem ignorantką, jeśli chodzi o rośliny, nigdy nie miałam problemu zakładania ogrodu i nie wiedziałabym jak się do tego zabrać. Jednak podziwiam tych, którzy pielęgnują swoje ogródki z zaangażowaniem i miłością, czerpią z tego radość i zadowolenie. To najważniejsze. Ogrody mają też spełniać różne funkcje, mogą być też kształtowane w zależności od możliwości i chęci zaangażowania właściciela. Wiadomo, że są takie nieskomplikowane, ale też i wymagające.

    Nie znam nazwy rośliny, o którą pytasz. Jednak rośnie ona na działce mojej mamy, koleżanki i wokół mojego domu. ładnie się rozrasta, można ja kształtować.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ewoluuję w poglądach, a to znaczy, że mam jeszcze chaos w głowie. Chciałam mieć na początku ogród niewymagający- iglaki, róże, ale muszę przyznać, że jest to nudne, a ogród wygląda ładnie tylko przez kilka tygodni w roku, kiedy kwitną róże. Moim marzeniem jest stworzyć takie miejsce, które będzie kolorowe przez cały rok. I coraz bardziej mam ochotę poświęcić takiemu ogrodowi dużo więcej czasu niż na początku myślałam (liczę też na wolontariat).
      Wpisanie się w krajobraz jest dla mnie również priorytetem. Mam nadzieję, że znajdę właściwy kompromis.

      Usuń
  2. Wzywana do tablicy z powodu moich purystycznych poglądów ;) odpowiadam:
    Piszesz: "Prawda jest taka, że mieszkańcy wsi jak świat stary, zawsze naśladowali miejski styl nie tylko dotyczący obejścia dookoła domu."
    To było normalne w świecie, w którym jedynym wzorcem dla mieszkańca wsi był pałacowy lub dworkowy ogród oglądany przez dziurę w płocie. Teraz wzorce można czerpać z mnóstwa gazet, książek i netu. Tam ogląda się różne style ogrodowe i można sobie wybierać do woli. Może naturalistyczny, może ogrody bylinowe albo traw? Dlaczego akurat większość mieszkańców wsi wybiera styl miejski zapominając, gdzie mieszka? Dlaczego nie chce nawiązać się do otaczającego go krajobrazu? Odgradza się kolczastym żywopłotem od sąsiada, lub co gorsza "wycina" za pomocą tui swój kawałek ziemi z pustej przestrzeni?
    To, jak wygląda ogród, wiele mówi o właścicielu.
    Anita pisze: "Myślę sobie, że jeśli ktoś ma pasję to niech sobie robi w ogrodzie, co mu się podoba. To jego ogród i jemu ma się podobać."
    I tu się nie zgodzę. Wygląd naszego domu i ogrodu (oczywiście tej jego części, która jest widoczna dla innych) nie należy tylko do właściciela . To dobro, którym chcąc nie chcąc musimy podzielić się z innymi. Nasza wspólna przestrzeń.
    Niestety mało kto o tym pamięta.
    Sąsiad ma prawo pomalować swój dom na różowo i postawić sobie w ogrodzie plastikowe jelenie. Inny postawi sobie złote lwy i wielki mur z kamienia, a naprzeciwko mogę oglądać góralski domek z gipsową fontanną i jałowcami ciętymi jak w Japonii. Kto im zabroni? Przepisy? Te łatwo ominąć, skoro jadąc przez Polskę zęby bolą od oglądania domów Gargamela z ogrodami w stylu tych niemieckich z lat 80-tych. Wszędzie iglaki!
    Za domem można sadzić sobie co tam komu w duszy gra, ale od frontu przydałoby się uszanować wspólną przestrzeń i nawiązać się do miejsca, w którym przyszło nam mieszkać.
    Ale to nie dotyczy Giebułtowa, bo tam aż serce rośnie na widok tamtejszych ogródków!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, o co Ci chodzi, ponieważ liznęłam temat krajobrazu kulturowego na podyplomowych studiach z zarządzania dziedzictwem kultury (za mało, stanowczo za mało!!!). Zgadzam się z Tobą, chociaż jeszcze parę rzeczy muszę sobie jeszcze w głowie poukładać. Jak znaleźć kompromis pomiędzy własnym gustem, tego co ja chcę, a harmonią krajobrazu?
      Polacy to naród z jednej strony niezależny (a co mi ktoś będzie mówić, co mam robić) ale z drugiej niewyedukowany. Nasz krajobraz- domy, ogrody i ozdoby od czapy to głownie wynik ludzkiej ignorancji, nie złej woli, czy złego gustu. Edukacja i jeszcze raz edukacja się kłania. Trzeba po prostu dużo o tym mówić i dużo pisać, a to już zadanie dla Ciebie :-)

      Usuń
    2. Brawo Rezeda. "Trzeba dużo o tym mówić" , to też prawda.... i jedynie uważać na to, żeby "nie wylać dziecka z kąpielą". Ludzie mają ogromny potencjał w sobie. W Giebułtowie również. ewa

      Usuń
    3. To delikatna materia. Nie wolno krytykować czyichś nasadzeń, bo tworzenie własnego ogrodu to b. osobista sprawa i łatwo jest kogoś urazić. A w ludziach naprawdę tkwi ogromny potencjał.
      Świetnym sposobem na edukację jest wasza ulotka z zaleceniami architektoniczno-ogrodowymi dla Giebułtowa. Takie podpowiedzi powinny docierać do wszystkich mieszkańców z okolicy!
      P.s. Kiedyś znajoma z forum ogrodniczego podczas wizyty w moim ogrodzie słowa dobrego o nim nie powiedziała, tylko skrytykowała rodzaj ściółki na jednej z rabat. Myślałam, że ją pogryzę ;)))

      Usuń
  3. Aha, co do żółtolistnego krzewu. To trzmielina Fortune'a odmiany Emerald Gold.
    A bambusy w Polsce zimują, fakt. Ale roślina na zdjęciu nie jest bambusem ;) tylko miskantem olbrzymim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, nie trzeba było spuszczać mnie z oczu, bo zaraz sobie bambusy wymyślam :-) A właścicielka mi przytaknęła, że to bambus hi hi... :-)
      Dzięki za trzmielinę. Ta odmiana bardzo mi się podoba.

      Usuń
  4. Znam Giebułtów od lat 35:) To ostatni moment, żeby nie został zniszczony jak inne, podobne wsie. Na hasło, żeby w dniu ogrodów pojawiły się drewniane grabie i różne tego typu antyczne narzędzia, warsztaty koszenia kosą, wikliniarskie itd mówiono, że tutaj już nikt tego nie ma i nie umie... a potem znalazły się i grabie i widły i kosiarze. Czyżby wstyd? Może za rok połączymy siły... kto wie:) ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kolejne moje skryte marzenie, aby choć trochę zahamować proces samozniszczenia wiejskiego krajobrazu.
      Słowa uczą, a przykłady pociągają... Przyszły ogród w Janicach tak zaplanowałam, żeby od ulicy był widoczny ogródek kwiatowy, ozdobny warzywnik, sad ze starymi odmianami. Chciałabym również, żeby kozie pastwisko dochodziło do drogi, aby było ozdobą wsi.
      Liczę po cichu, że może to zmotywuje do zapomnienia o modzie na układanie góry kamieni na trawniku (zwanej skalniakiem) i zastąpienie jej daliami, nasturcjami, nagietkami...

      Usuń
    2. Trzymamy kciuki:) I do zobaczenia.
      e.

      Usuń