Wstęp

Kiedy zakładałam stronę slow travel myślałam przede wszystkim o tym, że mam Wam do zaoferowania spędzanie wolnego czasu- wakacji, weekendów w spokojnym wiejskim zakątku. To zaproszenie znajdziecie w zakładce „nasza oferta”.

Tak naprawdę jednak całe nasze życie jest podróżą w czasie i przestrzeni. Moje życie to ucieczka od kulturowo uwarunkowanych stereotypów, od wychowania w jedynie słusznej wierze i od pracy na etacie.

To jest przestrzeń związana z szeroko pojmowaną filozofią slow, która paradoksalnie zdobywa niezwykle szybko zwolenników na całym świecie. Jest buntem przeciwko postępującej komercjalizacji i bezrefleksyjnemu życiu.

Jak pogodzić współczesny model życia i nie stłamsić własnych pragnień i potrzeb? Jak znaleźć szczęście i spełnienie w dzisiejszych realiach? Jak tanio żyć, kiedy zrezygnowało się z udziału w "wyścigu szczurów"? Złotego środka będę szukać w najbardziej podstawowych aspektach naszego życia- w pożywieniu, w rękodziele, w rozrywce i w pracy.

piątek, 26 września 2014

Europejskie Dni Dziedzictwa Kulturowego 2014.

W tym roku wszystko się poplątało. Przez kilka ostatnich lat braliśmy udział w Dniach Otwartych Domów Przysłupowych, które były organizowane razem ze stroną niemiecką. Wiosną zadzwoniła do nas pani Ela z Zagrody Kołodzieja z informacją, że w tym roku Niemcy organizują tę imprezę w lipcu i zdecydowali o tym bez porozumienia ze stroną polską. Strona polska zatem postanowiła odpuścić termin lipcowy i zorganizować zwiedzanie domów przysłupowych podczas Europejskich Dni Dziedzictwa przypadających na drugi weekend września. Padło też pytanie, czy jesteśmy zainteresowani. Zainteresowani to może i bylibyśmy, ale… 

Po pierwsze, wiosną mieliśmy „pewnych” kupców na dom w Zapuście i na 90 procent przypuszczaliśmy, że we wrześniu już nas tu nie będzie. Po drugie, na EDDK lubiliśmy zawsze jechać do Goerlitz i zwiedzać tamtejsze kąty. Aby nie narobić pani Eli zamieszania w folderach, odmówiliśmy udziału w tegorocznych EDDK jako gospodarze. Los natomiast z nas zakpił i spowodował, że zostaliśmy zmuszeni spędzić kolejny rok w Zapuście oczekując na poważnych kupców na dom.

Jeszcze rok temu nikt nie reklamował w polskich mediach EDDK, lub reklamy do mnie nie docierały. O Dniu Otwartych Zabytków w Goerlitz dowiedziałam się przypadkiem od znajomych ze Zgorzelca, których poznałam na szlaku Via Regia. Tymczasem przyszedł wrzesień i w radio często słyszałam informacje o organizowanych imprezach na Dolnym Śląsku związanych z zabytkami. Pomyślałam wówczas, że może tym razem do Goerlitz nie ma co jechać. Braliśmy dwukrotnie udział w Dniu Otwartych Zabytków w tym mieście, widzieliśmy wszystkie ważne instytucje (prócz muzeów, niestety, bo były w tym dniu zamknięte) takie jak ratusz, czy cudowny secesyjny dom towarowy (uwielbiam ten gmach, ale jak tam byliśmy ostatnio, to jego los był niepewny) oraz wnętrza kamienic, kościoły, miejscową Golgotę i nawet krematorium. W sumie to już nie bardzo mamy co w tym mieście zwiedzać (prócz wspomnianych muzeów, które są dla mnie ważne, ale coś nie mogę tam dotrzeć). Zaczęłam zatem zastanawiać się nad urokami Dolnego Śląska. Wahałam się pomiędzy doliną pałaców i ogrodów w okolicy Jeleniej Góry, a Krainą Domów Przysłupowych. 

Będąc do tej pory gospodarzami podczas Dnia Otwartych Domów Przysłupowych nie mieliśmy nigdy okazji zwiedzić cudzych domów. Postanowiliśmy zatem to nadrobić i wybraliśmy się do kolebki polskiej części Krainy Domów Przysłupowych, czyli do Bogatyni. Liczyliśmy na to, że będzie coś fajnego się tam działo. Z tego, co pamiętam z folderów z ostatnich lat, podczas majowych DODP, odbywało się wiele imprez towarzyszących. Może nie trzeba było jechać do Bogatyni, tylko gdzieś indziej, w każdym razie tam, gdzie my byliśmy nie zadziało się nic.

W Bogatyni byliśmy po 12.00, czyli tuż po rzekomym udostępnieniu domów do zwiedzania. Z Internetu spisałam sobie adresy domów gotowych przyjąć gości, lecz mimo iż szybko odnaleźliśmy właściwą ulicę, pod wskazanymi adresami nie wisiały żadne zaproszenia do wejścia. Było głucho, cicho, a mimo że kręciliśmy się tam dosyć intensywnie, bo sam zaułek był przeuroczy, nikt nie wyszedł i nie zaprosił nas do środka. Jakoś nie mam śmiałości pchać się komuś do domu bez zaproszenia, zatem porobiliśmy fotki, pozachwycaliśmy się urodą domów z zewnątrz (można było to zrobić każdego dnia o każdej porze roku) i ruszyliśmy szukać szczęścia dalej.














Szczęście dopisało nam pod Biedronką. Znajdują się tam dwa domy przysłupowe będące w trakcie remontu. Mili gospodarze udostępnili nam do zwiedzania oba obiekty, które próbują przywrócić do dawnego stanu świetności. Przy okazji poznaliśmy historię tych domów. Usytuowane tuż przy rzece, zostały one zniszczone przez powódź, która nawiedziła Bogatynię w sierpniu 2010 roku. Pomimo ekspertyz nadzoru budowlanego, który nakazał zabytkowe budynki wyburzyć, znalazła się garstka pasjonatów, którzy postanowili o nie zawalczyć. To nie koniec dramatu obu domów, które odwiedziliśmy. Przed powodzią znajdowały się w nich mieszkania komunalne. Ludzie, którzy w nich mieszkali, aby przyspieszyć po powodzi otrzymanie nowego wygodniejszego lokum, podpalili domy, by doszczętnie je zniszczyć. Brakuje mi słów na tego typu działania.





W każdym razie udało się znaleźć nabywców, którzy zakupili od gminy zniszczone budynki i poświęcili się ich renowacji. Remont jest kosztowny, częściowo udaje się go finansować z puli konserwatora zabytków, ale w tym roku już środków od konserwatora na ich remont zabrakło. Entuzjazm i radość oraz optymizm, który ujawnił się w rozmowie z młodymi właścicielami obiektów daje nadzieję, że znakomicie sobie poradzą i stworzą tu fantastyczne miejsce noclegowe, choć potrwa to zapewne kilka lat. 


Szczątki pięknego niegdyś, secesyjnego pawilonu przy parku miejskim. 
Może też znajdzie się jakiś dobry czlowiek i uratuje ten obiekt?

W przyszłym roku życzymy sobie zwiedzać zabytki w Małopolsce, a kto wie, może jako właściciele i opiekunowie tamtejszego zabytku, będziemy gospodarzami na Europejskich Dniach Dziedzictwa?

4 komentarze:

  1. Z tego, co napisałaś wynika, że chyba coś nie tak z organizacja, skoro mieliście adresy, a zwiedzać nie było jak. Jeśli ktoś na te kilka godzin udostępnia dom, to czeka na gości, zaprasza ich w jakikolwiek sposób.
    Piękne te budynki, choć ich stan bardzo różny, prawda?
    Super, że kolejne obiekty znajdują zapaleńców, takich jak Wy. Ale Wy już swoje zrobiliście i teraz otoczycie opieka kolejny dom, kolejne miejsce z duszą i charakterem. Oby jak najszybciej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stan budynków jest rzeczywiście bardzo różny, tak jak różna jest świadomość ich właścicieli i niestety zasobność ich portfela. Widzieliśmy budynek, który jest stawiany niemal od nowa i takie, które będą musiały jeszcze długo poczekać na swoją kolej. Mamy nadzieję, że domy przysłupowe będą zawsze obecne w krajobrazie tego regionu, gdyż stanowią o jego wyjątkowości. Jest to też szansa na budowanie wokół nich marki regionu.

      Usuń
  2. Moze jakies nowe zdjecia z tego roku? Chcetnie zobaczylibysmy jak wygladaja domy po remincie w Bogatyni. Ponosc wyremontowano tez uliczki wokol rzeki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie mam. Od półtora roku mieszkam 500 km od Bogatyni i stracilam możliwość śledzenia na bieżąco, co dzieje się w temacie domów przysłupowych. Ale po zrobieniu remontu swojego obecnego domu będę od czau do czasu odwiedzać "stare śmieci" :-)

      Usuń